Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 stycznia 2020

Robi się niebezpiecznie

Kilka lat temu spiętrzenie wydarzeń politycznych w Europie spowodowało poszukiwanie w mediach i w prywatnych rozmowach symptomów  z jednej strony narastania nacjonalizmów w Europie, z drugiej militaryzacji państw, których rządy nie bez powodu nazywano awanturniczymi.
Potem na rok - dwa nastąpiło uspokojenie, będące raczej efektem przyzwyczajenia do stanu rzeczy niż faktycznym uspokojeniem.
A tu tymczasem awanturnik zza naszej wschodniej granicy oskarżył polskich przedwojennych polityków o przyczynienie się do wybuchu drugiej wojny światowej. Szybko jednak okazało się, że miał to być sposób na podbudowanie słabnącej pozycji we własnym kraju oraz o szykowanie sobie gruntu pod udział w obchodach rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, a poza tym zdecydowanymi oświadczeniami zareagowały ważne państwa na mapie świata. Swoją drogą taka lokalizacja konferencji jest wyraźnym sygnałem marginalizacji obecnego rządu Polski w polityce międzynarodowej.
Pojawił się jednak inny groźny w swej głupocie awanturnik w osobie prezydenta Stanów Zjednoczonych. Najpierw wypowiedział Chinom wojnę celną, wyraźnie dał do zrozumienia, że nie interesują go dobre relacje z Unią Europejską, a w tym polskich rządzących potraktował jak nierozważnego kupca, gotowego wydać miliardy złotych za kijem na wodzie malowane błyskotki. Ci zaś udają przede narodem, że robią  świetny interes. I w tym zakresie też są już osamotnieni.
A teraz ten awanturnik nierozważnym działaniem o charakterze wojskowym wszczął konflikt z innym awanturniczym państwem, którego władze w swej desperacji mogą okazać się nieobliczalne. I kto wie, czy zamordowanie irańskiego, popularnego w swoim kraju, generała nie wciągnie w konflikt innych państw i jak zachowa się w tej sytuacji rząd PiS-owski. Bo nie ma takiego posłuchu w armii, żeby poważył się na wysłanie kontyngentu żołnierzy.

niedziela, 10 czerwca 2018

Jak wzmocnić Unię Europejską

Już kilka tygodni temu przeczytałem wywiad rzekę Enrico Letty Europa w brutalnym świecie (Warszawa : Dialog, 2018), ale obowiązki zawodowe kazały mi pisać coś całkiem innego. Nie mogę jednak zbyć tej książki jedna czy dwiema notkami na Facebooku, gdyż chciałbym zachęcić do jej lektury kogo się tylko da.
Nie tylko dlatego, żeby czytelnicy dali się uwieść zarysowanej przez Lettę (byłego premiera Włoch i europosła, a obecnie kierownika Katedry Stosunków Międzynarodowych paryskiej uczelni Sciences Po) wizji Unii, lecz, żeby chcieli poznać parę ogólniejszych elementów wiedzy o polityce, przydatnych w krytycznym odbiorze racji wypowiadanych przez naszych polityków - rządzących i opozycyjnych. Jeśli mój wpis doczyta do końca choćby kilkadziesiąt osób, a po książkę sięgnie kilka, będę mógł uznać, że warto było poświęcić godzinę na pisanie.

sobota, 18 listopada 2017

Mamy faszyzację Polski, czy jeszcze nie?

O wnioskach z historii mówi się rozmaicie. Starożytni mawiali ponoć, że historia jest nauką życia. Hegel był jednak co do tych nauk sceptyczny, skoro powiedział, że historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła. Zaś Marks orzekł, że historia się powtarza, ale w postaci farsy. Nad tym wszystkim unosi się memento sformułowane nie wiem już czy przez Parkinsona, czy Petera, że ze wszystkich scenariuszy przyszłości zwykle spełnia się ten najgorszy.
Sam skłonny jestem do przyznania racji Heglowi. Czyli, że historia lubi się powtarzać. Niestety, większość albo jej dostatecznie nie zna, albo sobie z jej nauk nic lub niewiele robi.
Piszę  o tym w kontekście zdarzeń z ostatnich dwóch lat, a które nabrały teraz przyspieszenia. Rok temu zdarzały się poturbowania manifestujących pod sztandarami Komitetu Obrony Demokracji, wobec których rządzący okazali ustami swojej rzeczniczki zrozumienie. W grudniu zaczęło się nękanie legalnie protestujących poprzez legitymowanie ich oraz wzywanie na policję w celu złożenia wyjaśnień i ewentualnie nakładanie pieniężnych kar porządkowych pod absurdalnymi oskarżeniami, byle tylko dopasować je do kodeksów. Do tego latem doszło do usuwania manifestujących z ulic i zatrzymań na posterunkach policji, co jednak nie jest tak formalnie nazywane. Ostatnio zatrzymani bywali wożeni z posterunku na posterunek, żeby wydłużyć w czasie ich ograniczenie wolności. Zatrzymany został nawet dziennikarz tygodnika "Polityka". Służyć to ma zastraszaniu obywatelki i zniechęcaniu ich do aktywności obywatelskiej. W listopadzie samospalenia na znak protestu wobec polityki rządu dokonał Piotr Szczęsny. Zamiast otrzeźwienia w szeregach rządzących spowodował tylko ich wzruszenia ramion, a w prorządowych mediach nieprzystojne przyzwoitym ludziom drwiny.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Donald Tusk prezydentem UE. I co dalej?

Nie zwykłem komentować na blogu bieżących wydarzeń politycznych. Jeśli już, to raczej do nich nawiązywać.Ale czasem mi się to jednak zdarza, np. gdy papieżem został Jorge M. Bergoglio i przybrał imię Franciszek.
Wybór, czy też nominacja Donalda Tuska na eksponowaną funkcję w Unii Europejskiej uważam za zdarzenie nie mniejszej wagi, niż wybór 36 lat temu Karola Wojtyły na papieża. Z perspektywy kilku lat po śmierci Jana Pawła II jego długotrwały pontyfikat powoli traci blask, widać zaś coraz więcej rys i ciemniejszych barw. Tusk na tak długą kadencję nie może liczyć z powodów traktatowych, ale na razie ma czystą kartę, którą może różnie zapisać.Mimo rozmaitych ograniczeń wynikających z Traktatu o Unii Europejskiej, nadającego tej funkcji określone kompetencje, jest tu miejsce na odciśnięcie własnego piętna. Być może pomocną okaże się dlań sytuacja polityczna w Europie, zwłaszcza wojna rosyjsko-ukraińska. Wojna, bo  to już nie jest niewielki konflikt. Eskalacja działań wojennych ze strony Rosji wymagać będzie eskalacji działań powstrzymujących Putina ze strony Stanów Zjednoczonych (na inne mocarstwa nie można liczyć) oraz właśnie Unii Europejskiej - jako organizacji międzynarodowej i jako poszczególnych jej członków. A tu mamy na razie do czynienia z Europą nie dwóch, ale wielu prędkości  - od państw dążących do jednolitego frontu sprzeciwu po państwa, które w różnej skali wyłamują się z tego frontu, bądź to chroniąc wybrane sfery handlu wymiennego z Rosją (Francja, Niemcy) bądź otwarcie deklarując się nieomal jako sojusznicy Putina(Węgry).
Oczywiście, tym lepiej zapisze swoją kartę, im bardziej uda mu się ze swojej pozycji ujednolicić stanowisko Unii i powstrzymać tym sposobem niebezpieczny rozwój wydarzeń, a jeszcze lepiej - doprowadzić do jego wygaszenia przy zachowaniu integralności Ukrainy. No, może z wyjątkiem utraty Krymu, z zachowaniem wszelako klauzuli nieuznania jego aneksji przez państwa Europy i świata. Na tej samej zasadzie, na jakiej świat uznaje Tajwan za suwerenne państwo, choć Chiny uważają je za swoje terytorium.Niezależnie od tego oczekiwać można wpływu prezydenta Unii na pogłębienie integracji, choćby przez zmianę statusu wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych na komisarza, z odpowiednimi prerogatywami lub umocnienia egzekutywności organów Unii w państwach, które zwlekają lub unikają wykonania postanowień Parlamentu Europejskiego, Komisji lub trybunałów. Mając "swego człowieka" na eksponowanym stanowisku w Unii Polska będzie szczególnie zobowiązana moralnie do przestrzegania konwencji i norm, które są solą w oku środowisk nie tyle konserwatywnych, co po prostu wstecznych.
Jako obywatel Polski powinienem oczekiwać przyspieszenia wejścia naszego państwa do strefy Euro. Wejście do Unii 10 lat temu oznaczało przecież i osiągnięcie tego celu i to w sposób nieunikniony. Wprawdzie perturbacje tej waluty w krajach południowej Europy zachwiały trochę wiarą w Euro, ale podchodzę do tej operacji jak do niezbyt może przyjemnego zabiegu medycznego, który może nie natychmiast, ale docelowo poprawi jakość życia pacjenta. Ot, jak usunięcie zaćmy lub wszczepienie endoprotezy kończyny.
Dlatego rozumiem entuzjazm dla wyboru Donalda Tuska na prezydenta UE ze strony partii deklarujących się jako lewicowe (jakoś nie potrafię napisać wprost "lewicowych"), czyli SLD i Twojego Ruchu, których politycy i elektorat są w sposób najbardziej zdecydowany proeuropejskie i zainteresowane w tym, żeby przestrzegane były w Polsce standardy europejskie, zwłaszcza w zakresie równości praw wszystkich obywateli,  w tym także mniejszości. Entuzjazm polityków PO i PSL jest zrozumiały, wszak wybór padł na szefa koalicyjnego rządu. Ta radość podszyta jest pewnie świadomością pewnej niewiadomej w perspektywie zwłaszcza przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Jak je wygrać bez Tuskobusa? Z drugiej strony jednak w sposób wymuszony powstaje sytuacja, którą można potraktować jako szansę na nowe otwarcie, na wprowadzenie nowego stylu zarządzania, wyznaczenia nowych celów (zachowując jednak te zapowiedziane kilka dni temu przez obecnego premiera) i włączenia do ich realizacji nowych ludzi. W ciągu siedmiu lat rządzenia premier i przewodniczący PO w jednym wyzbył się wprawdzie paru silnych osobowości, ale mimo to ludzi zdolnych i sprawdzonych, niekoniecznie z legitymacją partyjną, nie powinno braknąć. Ale można też sięgnąć do tych odsuniętych na dalszy plan.
Najważniejsze jednak, to oddalenie od nas widma wojny. Tego nam Tusk w pojedynkę, ani nawet wespół z nową wysoką (i urodziwą) przedstawicielką nie załatwi.