Kilka lat temu spiętrzenie wydarzeń politycznych w Europie spowodowało poszukiwanie w mediach i w prywatnych rozmowach symptomów z jednej strony narastania nacjonalizmów w Europie, z drugiej militaryzacji państw, których rządy nie bez powodu nazywano awanturniczymi.
Potem na rok - dwa nastąpiło uspokojenie, będące raczej efektem przyzwyczajenia do stanu rzeczy niż faktycznym uspokojeniem.
A tu tymczasem awanturnik zza naszej wschodniej granicy oskarżył polskich przedwojennych polityków o przyczynienie się do wybuchu drugiej wojny światowej. Szybko jednak okazało się, że miał to być sposób na podbudowanie słabnącej pozycji we własnym kraju oraz o szykowanie sobie gruntu pod udział w obchodach rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, a poza tym zdecydowanymi oświadczeniami zareagowały ważne państwa na mapie świata. Swoją drogą taka lokalizacja konferencji jest wyraźnym sygnałem marginalizacji obecnego rządu Polski w polityce międzynarodowej.
Pojawił się jednak inny groźny w swej głupocie awanturnik w osobie prezydenta Stanów Zjednoczonych. Najpierw wypowiedział Chinom wojnę celną, wyraźnie dał do zrozumienia, że nie interesują go dobre relacje z Unią Europejską, a w tym polskich rządzących potraktował jak nierozważnego kupca, gotowego wydać miliardy złotych za kijem na wodzie malowane błyskotki. Ci zaś udają przede narodem, że robią świetny interes. I w tym zakresie też są już osamotnieni.
A teraz ten awanturnik nierozważnym działaniem o charakterze wojskowym wszczął konflikt z innym awanturniczym państwem, którego władze w swej desperacji mogą okazać się nieobliczalne. I kto wie, czy zamordowanie irańskiego, popularnego w swoim kraju, generała nie wciągnie w konflikt innych państw i jak zachowa się w tej sytuacji rząd PiS-owski. Bo nie ma takiego posłuchu w armii, żeby poważył się na wysłanie kontyngentu żołnierzy.
Potem na rok - dwa nastąpiło uspokojenie, będące raczej efektem przyzwyczajenia do stanu rzeczy niż faktycznym uspokojeniem.
A tu tymczasem awanturnik zza naszej wschodniej granicy oskarżył polskich przedwojennych polityków o przyczynienie się do wybuchu drugiej wojny światowej. Szybko jednak okazało się, że miał to być sposób na podbudowanie słabnącej pozycji we własnym kraju oraz o szykowanie sobie gruntu pod udział w obchodach rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, a poza tym zdecydowanymi oświadczeniami zareagowały ważne państwa na mapie świata. Swoją drogą taka lokalizacja konferencji jest wyraźnym sygnałem marginalizacji obecnego rządu Polski w polityce międzynarodowej.
Pojawił się jednak inny groźny w swej głupocie awanturnik w osobie prezydenta Stanów Zjednoczonych. Najpierw wypowiedział Chinom wojnę celną, wyraźnie dał do zrozumienia, że nie interesują go dobre relacje z Unią Europejską, a w tym polskich rządzących potraktował jak nierozważnego kupca, gotowego wydać miliardy złotych za kijem na wodzie malowane błyskotki. Ci zaś udają przede narodem, że robią świetny interes. I w tym zakresie też są już osamotnieni.
A teraz ten awanturnik nierozważnym działaniem o charakterze wojskowym wszczął konflikt z innym awanturniczym państwem, którego władze w swej desperacji mogą okazać się nieobliczalne. I kto wie, czy zamordowanie irańskiego, popularnego w swoim kraju, generała nie wciągnie w konflikt innych państw i jak zachowa się w tej sytuacji rząd PiS-owski. Bo nie ma takiego posłuchu w armii, żeby poważył się na wysłanie kontyngentu żołnierzy.