Nie oglądałem wywiadu Harry'ego i Meighan, choć miliony oglądały i do dziś ten wywiad jest tematem poważnych i niepoważnych dyskusji. Sympatie i antypatie w pełnych emocji wpisach na forach społecznościowych w stosunku do wnuka królowej Elżbiety i jego pięknej żony dzielą się mniej więcej po połowie.
Chcę jednak zająć się jednym tylko wątkiem: miejscem monnarchii w dzisiejszych demokracjach. Pominę więc państwa, w której władcy dzierżą władzę absolutną lub dyktatorską, choć tu i ówdzie utrzymują atrybuty demokracji parlamentarnej.
Skłoniły mnie do tego wpisy kwestionujące sens utrzymywania monarchii, opatrzone sugestiami, że kosztownych pasożytów i nierobów żyjących na koszt podatników trzeba odesłać do lamusa.
Otóż, gdyby Polska dziś miała króla lub królową, dyskusja o potrzebie monarchii miałaby sens. Zwłaszcza, gdyby rzeczywiście monarchia miała polegać na kosztownym, pochodzącym z pieniędzy podatników próźniaczym życiu rodziny. Ale przecież taki próźniaczy żywot wiedzie akurat obecny prezydent państwa! Podpisze, co mu podsuną do podpisania, przy okazji powie coś banalnego lub zgoła głupiego i hajda na narty lub na wakacje!