niedziela, 14 października 2018

Czym PiS uwiódł miliony Polaków?

Miałem swój pomysł na odpowiedź na to pytanie, z którym dzieliłem się w rozmowach, ale nie śmiałem podać jej publicznie. Tym bardziej, że swoje teorie wygłaszali utytułowani socjolodzy i politolodzy, a jeden z nich poparł je badaniami jakościowymi w małych miejscowościach, które razem nazwał Miastkiem.
Wynika z nich, że PiS nie tylko trafnie zdiagnozował oczekiwania społeczne, ale i znalazł na nie receptę. Mianowicie dostrzegł tę grupę ludzi, na ogół zamieszkującą małe miasta i wieś, która z trudem wiąże koniec z końcem i znalazł sposób, żeby poprawić jej los poprzez dodatek do wynagrodzeń zwany popularnie 500+. Nikt bowiem, nie ma złudzeń, że służyć ma ona zwiększeniu prokreacji, ale dzięki temu rodziny w młodym i średnim wieku mogły poprawić swoją siłę nabywczą, a nawet pozwolić na drobne inwestycje typu sprzęt gospodarstwa domowego,  telewizor plazmowy czy nawet przechodzony samochód.  A że dodatek ten dostają też rodziny dobrze i bardzo dobrze zarabiające, więc kryterium dochodowe nie jest dla rodzin słabszych ekonomicznie stygmatyzujące,. a więc uwłaczające ich poczuciu godności.

niedziela, 16 września 2018

Czy to już dyktatura? Czy może faszyzm?

Jeśli wziąć pod uwagę encyklopedyczna definicję tego pojęcia, to niewiele do niej brakuje, ale też nie wszystko da się obecnie sprawdzić, Nie mamy bowiem jeszcze do czynienia z pozorami wolnych wyborów, gdyż od czasu objęcia władzy przez szajkę Kaczyńskiego, żadne wybory się nie odbyły. Próbką intencji będą te najbliższe, samorządowe.
Wikipedia rozszerza tylko definicje encyklopedii i słowników. Wedle niej oznacza ona rządy jednej osoby lub wąskiej grupy, używanie siły wobec opozycji, brak szacunku wobec praw człowieka i praw obywatelskich oraz dowolność w stanowieniu prawa. Pod rządami dyktatury kontrolowana jest polityka i całe życie społeczeństwa.
Jak widać definicja jest jakby pisana na podstawie tego, co się dzieje ostatnio w naszym kraju. PiS wygrał wybory niewielką większością głosów, co uznał za wystarczającą legitymację do zniszczenia podstaw demokracji liberalnej i zastąpienia jej rządami dyktatorskimi. W tym celu sejmowa większość w sposób niezgodny z konstytucją i dobrymi obyczajami parlamentarnymi podporządkował sobie najpierw prokuraturę, potem Trybunał Konstytucyjny, następnie Krajową Radę Sądownictwa, a obecnie, co prawda nie bez oporu większości środowiska prawniczego i organizacji prawniczych w Polsce i w świecie, Sąd Najwyższy. Wziąwszy więc pod uwagę to, że Sejm i Senat działają pod wyraźne dyktando prezesa SBP i potrafią zgłoszony jednego dnia projekt ustawy (na ogół jako tzw. poselski, co nie wymaga konsultacji międzyresortowych i innych gremiów) dzień potem przechodzi przez obie izby parlamentu i trafia na biurko złamanego już całkowicie prezydenta, i nie ma sensu kwestionowanie ustaw przez przekazanie go pod osąd nic już nie znaczącego Trybunału Konstytucyjnego, gotowego uznać za zgodną z konstytucją każdą ustawę, wszystkie trzy władze konstytucyjne de facto znajdują się w jednym ręku - herszta szajki i jego najbliższego otoczenia.

niedziela, 9 września 2018

Czy ugrupowanie Roberta Biedronia będzie trzecią siłą na polskiej scenie politycznej?

Gdyby za długi tytuł był widoczny w mediach społecznościowych, dodałbym drugiej pytanie: I czy trzecia siła jest potrzebna?Bo w obecnej sytuacji jest to pytanie, na które odpowiedź nie jest oczywista.
Robert Biedroń, zaprawiony w aktywności społecznej i politycznej, najpierw w organizacjach pozarządowych, a potem politycznej, stał się ważną postacią życia publicznego w Polsce. Stało się to w dużej mierze za sprawą Janusza Palikota, który miał odwagę wziąć go na "biorące" miejsce listy wyborczej tworzonego w 2011 r. ugrupowania. Najpierw była konsternacja, że do Sejmu dostał się zdeklarowany gej , a obok niego także osoba transpłciowa. Ale oboje szybko pokazali, że ich "mniejszościowość" płciowa stała się drugorzędna wobec ich kompetencji społecznych i dojrzałości politycznej. Rozpad Ruchu Palikota zatrzymał karierę polityczną Anny Grodzkiej, ale Robert Biedroń poszedł odważnie za ciosem i wygrał wybory na prezydenta Słupska. Jego wyborcy zgodnie twierdzili, że nieważna jest dla nich tożsamość płciowa polityka, ważne, żeby był dobrym gospodarzem miasta.
I zyskali na tym, gdyż przez blisko cztery lata znacznie zmniejszył zadłużenie miasta, co w sumie pozwoliło na podwojenie budżetu, a to pozwoliło na rozwiązanie, przynajmniej w znaczącej części, najpilniejszych problemów społecznych i na inwestycje lokalne. Okazało się też, że potrafił pozyskać najwięcej środków europejskich w grupie dużych miast. A jednocześnie Słupsk zyskał bardzo wiele wizerunkowo. Mimo umiarkowanej atrakcyjności turystycznej stał się celem krótkich na ogół pobytów turystycznych, co też odbiło się pozytywnie na wpływach do kasy miasta. Które zyskało miano polskiego Las Vegas, gdyż ludzie z całej Polski przyjeżdżali tu, żeby wziąć ślub, którego udzielał osobiście prezydent miasta Robert Biedroń.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Wolne sądy! Wolne sądy! Czy jest jeszcze nadzieja?

Oszustwo rezydenta Pałacu Namiestnikowskiego sprzed roku, kiedy zastraszony wielotysięcznymi manifestacjami w całym kraju zdecydował się zawetować jedną z przedłożonych mu ustaw zmieniających ustrój sądowniczy, żeby potem przedstawić własną ustawę, uzgodnioną w treści z Nowogrodzką, przyniosło efekt. Tegoroczne manifestacje, w obronie już tylko resztek niezależności sądów, czyli samego tylko Sądu Najwyższego, są mniej liczebne.  I nie zatrzymały walca mającego całkowicie podporządkować sądy władzy wykonawczej. Ustawa o tym organie państwa w ciągu niespełna roku była już pięć razy nowelizowana i już widać w niej dziury, które PiS zechce załatać kolejną nowelizacją. Okazuje się bowiem, że minął ustawowy termin powołania nowego I prezesa. Co prawda, tyle już ta ekipa ustaw złamała, że może i tę i powoła I prezesa bez oglądania się na ustawowe - przez siebie ustalane -terminy.
O farsie z wyłanianiem kandydatów do  nowego, poszerzonego, składu Sądu Najwyższego nie ma pisać. Żałować należy, że mała grupka sędziów dała się w to wmanewrować i teraz przygląda się bezradnie ekscesom stanowiących większość członków Krajowej Rady Sądownictwa wybranych spośród polityków i ich popleczników, co których do  dziś nie wiadomo, kto ich rekomendował. Niektórzy zresztą udają, że wszystko jest lege artis.
Ciekawe, jakie następstwa przyniesie dzisiejsze postanowienie Sądu Najwyższego o skierowaniu pięciu pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej m.in. dotyczących trybu wyborów sędziów do tego organu oraz o zawieszeniu procedowania wyboru sędziów do Sądu Najwyższego. W demokratycznym państwie władza wykonawcza i ustawodawcza zastosowałaby się do niego i wstrzymała natychmiast procedowanie, którego prawomocność została przez Sąd Najwyższy zakwestionowana i który nakazał wstrzymanie. Natomiast władza neo-PRL-owska nie tylko ustami członków rządu, ale i podporządkowanych jej gremiów sądowniczych, głównie Trybunału Konstytucyjnego kwestionuje legalność wystosowania zapytań i deklaruje brak zamiaru dostosowania się do urzeczenia Sądu Najwyższego. Taka samowola władzy wykonawczych nie miałaby prawa zdarzyć się w żądnym państwie demokratycznym. Członek rządu musiałby zniknąć ze sceny politycznej, a parlamentarzysta utracić mandat najdalej następnego dnia po wygłoszeniu tych anarchicznych słów.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Wciąż tkwimy w kręgu antysemickich stereotypów

Nie mam bynajmniej na myśli osób, które wyraźnie uprzedzone są do narodu żydowskiego i się z tym nie kryją, ale ludzi takich jak ja, którzy nie znajdują powodu, żeby sądzić o jakimś narodzie, że jest zły lub dobry lub że istnieje coś takiego, jak charakter narodowy.
Czytając jednak kolejną książkę Henryka Grynberga, Monolog polsko-żydowski  (Wydawnictwo Czarne, 2012), co chwila łapałem się na tym, że nie potrafiłem zdekonstruować obiegowych opinii oraz tez zawartych w publicystyce osób, których żadną miarą nie zakwalifikowałbym jako antysemitów. A przecież eksponowanie dziś żydowskiego pochodzenia osób żyjących w Polsce i uważających się za Polaków, a już zwłaszcza zamartwianie się ich rzekomą nadreprezentacją w polityce, nauce lub sztuce, jest niczym innym jak dość prymitywną forma antysemityzmu!
Prosta sprawa, uznajemy za rzecz oczywistą, że o okrucieństwie bezpieki w czasach stalinowskich zdecydowała lub w każdym razie miała znaczenie duża liczba funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego. Których chętnie zatrudniano, bo byli nieźle wykształceni, mieli przynajmniej maturę. Ale, pisze Grynberg "Czy stalinizm w Polsce byłby łagodniejszy, gdyby wszyscy stalinowcy mieli w żyłach czysto polską krew? To, co się działo w Bułgarii i Albanii, gdzie nie było Żydów u władzy, wskazuje, że przeciwnie. A najdłużej stalinizm trwał w NRD, gdzie ich prawie nie było" (s. 29).  


niedziela, 10 czerwca 2018

Jak wzmocnić Unię Europejską

Już kilka tygodni temu przeczytałem wywiad rzekę Enrico Letty Europa w brutalnym świecie (Warszawa : Dialog, 2018), ale obowiązki zawodowe kazały mi pisać coś całkiem innego. Nie mogę jednak zbyć tej książki jedna czy dwiema notkami na Facebooku, gdyż chciałbym zachęcić do jej lektury kogo się tylko da.
Nie tylko dlatego, żeby czytelnicy dali się uwieść zarysowanej przez Lettę (byłego premiera Włoch i europosła, a obecnie kierownika Katedry Stosunków Międzynarodowych paryskiej uczelni Sciences Po) wizji Unii, lecz, żeby chcieli poznać parę ogólniejszych elementów wiedzy o polityce, przydatnych w krytycznym odbiorze racji wypowiadanych przez naszych polityków - rządzących i opozycyjnych. Jeśli mój wpis doczyta do końca choćby kilkadziesiąt osób, a po książkę sięgnie kilka, będę mógł uznać, że warto było poświęcić godzinę na pisanie.

środa, 6 czerwca 2018

Bój o prezydenturę Wrocławia rozpoczęty. Falstarterm


Do wyborów samorządowych jeszcze ponad pięć miesięcy, ale w większości miast metropolitalnych bój o stanowiska prezydentów już się rozpoczął. 

Kiedy w PiS-ie (rozwinięcie tej nazwy urąga praktyce przyzwoitego rządzenia) dywagowano nad kandydaturą na prezydenta Warszawy (nie było chętnych, ale wyznaczony został Patryk Jaki), Platforma Obywatelska (mająca w realizacji obecnych władz coraz mniej obywatelskości) wyznaczyła Rafała Trzaskowskiego, a w porozumieniu z Nowoczesną kandydatem na wiceprezydenta stał się pretendent koalicjanta PO do stanowiska prezydenta Paweł Rabiej. Początkowo ten drugi nie czekając na oficjalne ogłoszenie początku kampanii odbywał intensywną turę spotkań z mieszkańcami stolicy, które de facto były spotkaniami przedwyborczymi. Przedstawiciel PiS-u już bez ogródek rozpoczął akcję wyborczą, więc i Trzaskowski przestał udawać, że to zwykłe spotkania  z ludźmi, którzy wybrali go do Sejmu.
Teraz zarówno z trudem rodzący się sojusz PO i Nowoczesnej oraz PiS mają  swoich kandydatów w kilku dużych miastach.
Nie liczący się zbytnio z lokalnymi wrocławskimi strukturami partii przewodniczący PO wyznaczył we Wrocławiu posłankę Alicję Chybicką. a kiedy ta skompromitowała się głosowaniem za odrzuceniem projektu ustawy "Ratujmy kobiety" w pierwszym czytaniu, znów w zasadzie bez konsultacji, bo wrocławski aktyw tej partii potulnie  zagłosował za kandydaturą niedawnego polityka PiS Kazimierza Michała Ujazdowskiego, który nie godząc się na łamanie konstytucji przez PiS wystąpił z tej partii. Ale nie przestał być zajadłym konserwatystą, by nie rzec wstecznikiem, popierającym działania dążącej co zniewolenia kobiet organizację Ordo Iuris i zdecydowanie dystansującego się od działań na rzecz równych praw mniejszości.
Nowoczesna opowiedziała się za Michałem Jarosem, który w trakcie tej kadencji Sejmu zmienił barwy klubowe z PO na Nowoczesną. Ale najwyraźniej nie godząc się z decyzją Schetyny zawarł porozumienie z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, otoczenia dotychczasowego prezydenta miasta Rafała Dutkiewicza i częścią ruchów miejskich poparł kandydaturę dotychczasowego urzędnika z ratusza wrocławskiego Jacka Sutryka, sprawdzającego się na stanowisku dyrektora departamentu spraw społecznych.
Zaś kandydatką PiS jest pretendentka do tego urzędu w poprzednich wyborach Mirosława Stachowiak-Różecka.