poniedziałek, 12 lutego 2018

Fala antysemityzmu w Polsce płynie szeroką rzeką

Skandaliczna ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej, a faktycznie przeciw poznawaniu prawdy o postawach Polaków w czasie holokaustu, przyjęta w skandalicznym trybie przy walnym udziale indolentnej opozycji, zbiera swoje żniwo. Cały świat mówi o sprawie polskich obozów śmierci, szmalcownikach i cenzurze w Polsce.
Ale, co najgorsze, rozlała się po całej Polsce fala antysemityzmu, podsycana przez czołowych polityków rządu, z premierem na czele. Co i rusz wyskakują z księżyca wziętymi teoryjkami jak nie o tym, że tylko Polacy ratowali Żydów w czasie wojny, podczas gdy kraje Zachodu  wspierały wysyłanie transportów do obozów śmierci (tylko dlaczego mała Holandia ma raptem tylko o ok. tysiąc mniej drzewek w Yad Vashem? niż Polska?),  to o tym, że Żydzi nie ratowali Polaków, albo o braku waleczności Żydów we własnej obronie. Jakby nie było powstań w getcie i buntów w obozach koncentracyjnych, jakby nie było Żydów w AK i w partyzantce polskiej w której zresztą nierzadko musieli kryć się ze swoim pochodzeniem. I bez zwrócenia uwagi, że nie mieli czym walczyć, bo przecież nie mieli broni. 

środa, 31 stycznia 2018

Brunatnienie Polski przybiera na sile

Wydawałoby się, że skandal z tzw. Marszem Niepodległości, podczas którego jego uczestnicy nie niepokojeni przez siły porządkowe nieśli transparenty przez główne ulice Warszawy i innych miast oraz wykrzykiwali skrajnie nacjonalistyczne i nawołujące do przemocy hasła, który tak podobał się ówczesnemu ministrowi spraw wewnętrznych Błaszczakowi, będzie jakąś nauczką dla rządzących. Nie stał się jednak. Niedługo potem w Katowicach grupa nacjonalistów nas oczach przyglądających się zdarzeniu policjantów wywiesiła na symbolicznej szubienicy portrety kilkorga polskich europosłów, a rządzący mieli  dla nich tylko usprawiedliwienia. Mało tego, inny polski europoseł porównał jedną z owych "powieszonych" europosłanek do szmalcownika. Dzięki czemu cały świat dowiedział się o mało chyba znanym - poza Polską, Niemcami i Izraelem - zjawisku szantażowania ukrywających się Żydów przez żądnych łatwego zarobku Polaków. Czeka go za to dymisja z funkcji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Ostatnio jeden z kanałów telewizji niezależnej (od rządu PiS) wyemitował film o polskich neonazistach, gloryfikujących Hitlera. Propagandziści rządowi najpierw próbowali przekonywać, że to grupa marginalna, a pokazana impreza, podczas której odbywał się rytuał na wzór kultywowanych przez NSDAP, miała charakter zamknięty. Zmasowana krytyka, także za granicą, zmusiła jednak rządzących do zlecenia zajęcia się sprawcami przez prokuraturę. Specjalnie piszę, że rząd poczuł się zmuszony do zlecenia prokuraturze, gdyż ta, podobnie jak i policja, zależne od dwóch bez mała lat od ministra, nie waży się na samodzielne kroki w stosunku do sprawców uznawanych za sojuszników władzy.

niedziela, 14 stycznia 2018

Opozycja parlamentarna zawiodła. Ale problem pozostaje

Część parlamentarzystów dwóch do tej pory zdeklarowanych partii opozycyjnych zachowała się fatalnie i głupio w głosowaniu nad nadaniem dalszego biegu jednego ze społecznych projektów ustaw, nazwanym umownie "Ratujmy kobiety", a będącym po prostu przyznaniem kobietom praw, które Organizacja Narodów Zjednoczonych zalicza do praw człowieka. Fatalnie, bo nie biorąc udziału w głosowaniu lub głosując przeciw nie uszanowali wysiłku setek tysięcy osób, które podpisały się pod projektem i tysięcy tych, którzy zaangażowali się w zbieranie podpisów, czyli takich m.in. jak ja. A głupio, bo przecież nie szło o przyjęcie ustawy, tylko o jej dalsze procedowanie, w tym poddane w wyniku prac komisji sejmowych drugiemu i trzeciemu czytaniu. Więc nie chodziło o danie wyrazu przekonaniom religijnym, a tylko o procedurę sejmową, której znajomości przecież wyborca ma prawo od parlamentarzystów oczekiwać.
A do tego niektórzy z nich wręcz idiotycznie się tłumaczyli, na przykład, że nie zdawali sobie sprawy, że ich głos jest taki ważny. 
Część tych posłów do tej pory pojawiała się na protestach, wygłaszała płomienne mowy o potrzebie obrony instytucji prawa i praw człowieka. I same przekreśliły wartość swoich słów oraz zamknęły przed sobą możliwość ewentualnych dalszych wystąpień. Bo z pewnością będą one kwitowane buczeniem i gwizdami.  Mam obawy, że spotka to także ich kolegów i koleżanki z obu partii, którzy zagłosowali jak na opozycję przystało*.

środa, 10 stycznia 2018

Nie być obojętnym

Moja lubiana i ceniona koleżanka po fachu po kolejnym moim wpisie na Facebooku zasugerowała, żebym się tak bardzo nad stanem rzeczy w Polsce i sposobem przekazu w jednej z niezależnych (od rządzących) stacji telewizyjnych nie wyzłaszczał. Że lepiej pójść na spacer i zachwycić się słoneczną aurą i świergotem wróbli.
Mogłem odpowiedzieć, że wieczorem już ani zimowe niebo nie jest tak piękne, ani wróble już nie ćwierkają. Ale poniosło mnie i odpowiedziałem chyba zanadto złośliwie. Co się kilku osobom nawet spodobało.
Z jednej strony owa koleżanka ma rację. Mogę sobie programów Moniki Olejnik nie oglądać, bo ona sama niczego wartego uwagi do dyskursu publicznego od dawna nie wnosi. Ale czasem daje szansę innym i z tego względu dość często te programy oglądam. Czasem, gdy wiadomo z góry, co jej gość powie, daruję sobie, a czasem poprzestaję na obejrzeniu pierwszych paru minut. Nie potrafiłem jednak usiedzieć spokojnie, gdy ta, ongiś dobra dziennikarka nie pozwoliła Ryszardowi Petru opowiedzieć o jego nowej inicjatywie, próbując zmusić go do ulubionych przez siebie ploteczek. Następnego wieczoru jednak spijała z ust prezydenckiego ministra prof. Zybertowicza jego wyśmiane już teoryjki spiskowe. Oczywiście po paru minutach przestałem to oglądać, ale na Facebooku dałem wyraz swemu zniesmaczeniu. 

piątek, 29 grudnia 2017

Moralna panika wobec kryzysu migracyjnego

W święta Bożego Narodzenia, zwłaszcza w kontekście wieczerzy wigilijnej, gdy tradycyjnie stawia się nakrycie dla zbłąkanego wędrowca, odżył temat przyjęcia uchodźców. Stał się on istotnym wątkiem kazań podczas pasterki. Papież Franciszek, który z bliska widział tragedię ludzi na Lampeduzie, postawił go nieomal na ostrzu noża. Polscy biskupi poruszyli go jakby półgębkiem lub przemówili językiem, którego sam Ezop by nie prześcignął, a biskup Głódź po raz kolejny zhańbił się mową nienawiści.
Nienawiść, pomieszana z lękiem, a mająca swe źródło w stereotypach podsycanych przez rządzących i sprzyjające im media, przelewa się też na forach dyskusyjnych, do których asumpt stanowi każdy artykuł czy wywiad choćby tylko zatrącający o ten temat. Jak to się stało z wywiadem ambasadora UNICEF, popularnego aktora Artura Żmijewskiego. I niestety, goszcząca też wokół niejednego świątecznego stołu. Szczęśliwie, nie w mojej rodzinie.
Piszę o tym, bo akurat kilka dni temu zamknąłem po kilkuwieczornej lekturze (co wieczór jeden rozdział) niewielkiej książeczki (128 stron niedużego formatu) Zygmunta Baumana Obcy u naszych drzwi (PWN, 2016). Zmarły niedawno wielki uczony z właściwą sobie wnikliwością analizuje i wyjaśnia reakcję polityków i społeczeństw Europy na narastającą dość gwałtownie w latach 2015 i i 2016 falę emigracji i uchodźstwa z bliskowschodnich i północnoafrykańskich krajów ogarniętych wojnami, głodem lub rządami terroru. Z natury rzeczy ludzie ci uciekają do najbliższych europejskich krajów, Włoch, Grecji (a właściwie należących do tych państw wysp na Morzu Śródziemnym) oraz Turcji i Jordanii. Gdzie otrzymują elementarną pomoc, ale próbują szukać warunków, w których mogliby żyć mniej więcej normalnie, choć z daleka od ojczyzn i swoich rodzin, móc zarabiać na życie, wychowywać dzieci i posyłać je do szkoły.
W części europejskich krajów krajów znajdują zrozumienie i pomoc, a rządzący w tych krajach rozumieją, że w sytuacji kryzysu demograficznego zyskują potrzebne ręce do pracy. Tym bardziej, że wśród uchodźców, zwłaszcza z krajów bliskowschodnich, duża część ludzi ma wyuczone kwalifikacje i doświadczenie zawodowe. Państwa te miały prawo liczyć na solidarność ze strony innych państw europejskich. Miał im w tym pomóc plan relokacji uchodźców, który w jakimś stopniu się powiódł.

środa, 6 grudnia 2017

Nowe hasło: Precz z PiS-em!

Kiedy dwa lata temu PiS zaczął demolowanie systemu demokratycznego Polski i osamotnianie jej w polityce międzynarodowej, na co odpowiedzią było m.in. powołanie Komitetu Obrony Demokracji, rozpoczęła się dyskusja nad tym, w jaki sposób poszerzać front sprzeciwu. Pojawił się dość szybko projekt nowej, lepszej konstytucji, który miałby zabezpieczać Polskę przed ewentualnymi następnymi wandalami, m.in. przez stworzenie poprawę mechanizmu powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Dziś już dla każdego, z wyjątkiem co naiwniejszych posłów ugrupowania Kukiz'15, jasne jest, a w każdym razie jasnym być powinno, że jak do władzy dochodzą wandale, to niszczą wszystko, nawet najlepsze prawne zabezpieczenia.
Dość zgodnie głoszono, że niemożliwy jest, a w każdym razie mało atrakcyjny dla wyborców powrót do polityki wewnętrznej sprzed października 2015 roku. Że trzeba pracować nad bardziej prospołeczną koncepcją rządzenia. Głosili to politycy partii opozycyjnych, szczególnie PO oraz lewicowe ugrupowania pozaparlamentarne, a przede wszystkim zdający znać się na wszystkim publicyści, wytykający przy okazji błędy poprzedniego rządu. Byłem zresztą podobnego zdania, o czym tu pisałem.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Daremna śmierć Szarego Człowieka (?)

Jutro minie 40 dni od au-da-fe Piotra Szczęsnego przed Pałacem Kultury. Kilka dni potem umarł. A że stało się to tuż przed Świętem Zmarłych, na wielu cmentarzach całej Polski wydzielono miejsca, w których przychodzący odwiedzić groby swoich bliskich, mogli zapalić znicze także dla Niego.
W wielu miastach też upamiętniono tę śmierć przez organizowanie manifestacji na centralnych placach. Zapalono znicze i rozwinięte napisy informujące o istocie rzeczy. Czytano też zgromadzonym  na głos manifest i rozdawano jego egzemplarze osobom zatrzymującym w miejscach tych manifestacji lub przechodzącym.
Nie wiem, jak to wyglądało gdzie indziej poza Warszawą, gdzie można mówić o o setkach, może tysiącu ludzi, we Wrocławiu  w Rynku, przy Pręgierzu jednego wieczora było nas może dwadzieścioro kilkoro, drugiego pięćdziesięcioro. Zatrzymało się i wzięło ulotki może drugie tyle, a trochę ludzi wzięło ulotki i poszło sobie dalej. Najczęściej jednak omijano nas z daleka, chowano ręce za siebie, a czasem słyszeliśmy coś o Sorosu lub wezwania, żebyśmy wzięli się do roboty. O 20.00 w ciemny listopadowy wieczór! Chciałem spytać te  starszą panią, co ona robi w ten wieczór w Rynku, ale lepiej było udać, że się nie słyszy.
A potem Piotr Szczęsny został z honorami i wzruszającym kazaniem ks. Bonieckiego pochowany, a w gazetach pojawiły się dość licznie klepsydry o śmierci i pogrzebie "Szarego Człowieka".