sobota, 18 marca 2017

Moja lista hańby, cz. 4

Podobny obraz Julia Przyłębska. Osoba, która z ledwością, wbrew negatywnym opiniom o jej dotychczasowej pracy została sędzią Sądu Okręgowego w Poznaniu. To, czyli zła reputacja w środowisku sędziowskim oraz tupet, a także mąż w dyplomacji z nowego naboru PiS, zdecydowały, że partia Kaczyńskiego przeforsowała ją na wakujące miejsce w Trybunale Konstytucyjnym. Ale już na prezesa tej instytucji wybrana została w sposób niezgodny z konstytucją. Na podstawie niezgodnego z konstytucją pisma, na którym brakło podpisów wszystkich biorących udział w głosowaniu sędziów, nawet tzw. dublerów, czyli sędziów wybranych na zajęte przez członków Trybunału legalnie wybranych, została zaprzysiężona przez osobę na stanowisku prezydenta. Nie nazwę go prezydentem, gdyż swoim postępowaniem i zaniechaniami godzi on  w urząd, na który został wybrany.
Zaraz po wyborze wyjechała za granicę do męża, uprawomocniając do przewidzianej dla niej czynności jednego z tzw. dublerów, który wcześniej zataił swoją działalność w roli agenta wywiadu, zakończoną haniebnym wydaleniem z placówki w Berlinie. Ten zaś wysłał na przymusowy urlop sędziego, który z urzędu powinien był kierować pracami Trybunału jako jego wiceprezes, i zajął jego gabinet. Wsławił się nadaniem sobie uprawnienia do kontroli korespondencji do wszystkich pracowników  urzędu oraz odebraniem rozpoczętych spraw sędziom wybranym do Trybunału przed objęciem rządów przez PiS.

wtorek, 14 marca 2017

Moja lista hańby, cz. 3.

Znalezione obrazy dla zapytania jan szyszko Jan Szyszko.  Profesor nauk leśnych, od 1993 r. na prominentnych stanowiskach od dyrektora krajowe zarządu Parków Narodowych po ministerstwo środowiska, najpierw w rządzie Jerzego Buzka i obecnie w rządzie Beaty Szydło. 
Mimo tytułu naukowego nie sprawiał jako urzędnik państwowy wrażenia osoby mądrej i rozważnej, nadrabiał to gorliwością w schlebianiu stojącym na wyższych stanowiskach i ostentacyjną religijnością. Nic jednak nie zapowiadało jego chorobliwej wręcz skłonności do niszczenia przyrody. Już jednak usunięcie z nazwy Ministerstwa Ochrony Środowiska słowa "Ochrony" wraz z objęciem urzędu ministra stanowiła zły omen. No i nie trzeba było długo czekać, kiedy szybko przeprowadził, we właściwy dla partii rządzącej sposób, bez konsultacji ze środowiskami naukowymi i organizacjami pozarządowymi ustawy rozszerzające prawa stowarzyszeń łowieckich, pozwalające na daleko idącą ingerencję w ekostan Puszczy Białowieskiej oraz na  wycinkę drzew bez wymaganych do tej pory zezwoleń.
Skutki już widać: niszczona jest ekosfera Puszczy Białowieskiej, co wywołuje protestu także z zagranicy, giną przypadkowi ludzie, którym zdarzyło się znaleźć na linii strzału myśliwych w miejscach bliskich skupisk ludzkich, a w miastach giną zdrowe drzewa nie tylko na działkach rodzinnych, ale demolowane są parki i skwery.
Do tego wszystkiego minister stał się współautorem skandalu, jakim było zastrzelenie wypuszczonych z klatek hodowlanych około 500 bażantów. To nie było polowanie, lecz zwykła rzeź, stanowiąca pogwałcenie kodeksu łowieckiego. Jeśli do tego dodać oszustwa w zeznaniach majątkowych i podatkowych, Jan Szyszko nie będzie mógł spać spokojnie, gdy partii obecnie rządzącej przyjdzie oddać władzę.

sobota, 11 marca 2017

Moja Lista hańby, cz. 2.

Znalezione obrazy dla zapytania beata szydło Beata Szydło.Naczelna ekonomistka PiS-u w opozycji, szefowa zakłamanej kampanii wyborczej Andrzeja Dudy, wynagrodzona w listopadzie 2015 r. posadę służki prezesa na funkcji premiera rządu, który też urządził jej gabinet, w rozumieniu doboru ministrów, a kto wie, czy nie też wiceministrów. Jedyne, na co ma wpływ, to dobór broszki, choć i to nie jest pewne.
Wygłasza pełne buty i kłamstw mowy, w których oskarża opozycję o to, że ta śmie krytykować rząd, a ostatnio dała popis, który trudno nazwać inaczej niż aktem zdrady, rozsyłając do wszystkich głów państw członkowskich Unii Europejski list oskarżający obywatela Polski Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej o wydumane niegodziwości, byle tylko nie dopuścić do przedłużenia kadencji o następne 2,5 roku.
Jest jednak osobą pełnoletnią i zdolna do odpowiedzialności za własne czyny i dlatego powinna stanąć przed Trybunałem Konstytucyjnym i odpowiedzieć za popełnienie deliktu konstytucyjnego polegającego na odmowie publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego oraz wyraźne zadeklarowanie odmowy ich wykonania. Deliktem konstytucyjnym jest też głosowanie za ustawami sprzecznymi z konstytucją. Będąc tą  drogą pozbawiona immunitetu poselskiego powinna stanąć przed sądem powszechnym za świadome działanie na szkodę państwa. Jest nim bowiem działanie niezgodne z ustawami zakwestionowanymi przez Trybunał Konstytucyjny oraz cała kierowana przez nią akcja niedopuszczenia do przedłużenia kadencji obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej. Jak mówi bowiem par. 129 kodeksu karnego "Kto będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10".



wtorek, 7 marca 2017

Moja lista hańby. 1.

W gorących dniach grudniowych ( :) ), przed świętami Bożego Narodzenia red. Janusz Rolicki, ongiś świetny reporter i menedżer w telewizji państwowej, rzucił myśl, żeby stworzyć polską listę hańby wraz z podaniem deliktów zhańbionych łamaniem prawa i tak już dość niskich granic przyzwoitości w polityce.
Nikt jakoś tej myśli nie podjął.
I pomyślałem wczoraj, że zacznę robić w odcinkach własną taką listę, licząc na to, że czytający moje wpisy wydłużą tę listę oraz wykaz przewin podawanych przeze mnie postaci.
Wiadomo, od kogo należałoby zacząć

 Jarosław Kaczyński. Prezes partii Prawo i Sprawiedliwość, który przez lata wysługiwał się swoim bratem Lechem, którym sterował najpierw  jako prezesem NIK, potem ministrem sprawiedliwości, prezydentem Warszawy, a w końcu prezydentem państwa. 

niedziela, 19 lutego 2017

"Murarze" i "Żołnierze". Komu przeszkadzała jedność?

Dwa miesiące trwa już wewnętrzny konflikt w Komitecie Obrony Demokracji spowodowany "aferą fakturową". Wiem o niej tyle, ile o niej informują media i pisze się na Facebooku. Osobiście uważam, że więcej szkody dla ruchu i dla sprzeciwu wobec postępującego zmieniania Polski z państwa demokratycznego w satrapię wyrządziło nagłośnienie sprawy faktur przez kilkoro członków tymczasowego zarządu niż samo wystawienie faktur. Nawet jeśli było to działanie niewłaściwe.
Efekt jest taki, że od względnie masowej manifestacji przed gmachem Sejmu 16 grudnia tymczasowy zarząd główny nie wykonał żadnego spektakularnego działania. Mało tego, fakt, że wybuch afery zbiegł się w czasie z manifestacją przed gmachem Sejmu, sprawił, że ta z każdym dniem topniała. Być może wpłynęła na to w znaczącym stopniu mroźna pogoda oraz święta. A że afera wybuchnęła w gorących (wbrew aurze) dniach protestu w Sejmie i wokół niego, trudno mi się opędzić od myśli, że przeciwnicy Mateusza Kijowskiego  zadziałali z korzyścią dla partii rządzącej. A starożytni Rzymianie mawiali nie bez racji, że Is fecit, cui prodest. Nie chce mi się bowiem wierzyć, że to czysty przypadek.

środa, 1 lutego 2017

Do czego służy policja?

Kiedy w czasach PRL-u zdarzało się komuś wyjeżdżać na tzw. Zachód, dziwił się, że policja swoją obecnością i zachowaniem sprawia poczucie bezpieczeństwa: pomaga osobie niepełnosprawnej w przejściu przez ulicę, jest czymś oczywistym, że policjant podchodzi do bezradnie rozglądających się osób i pyta, w czym może pomóc, lub wskazuje drogę do celu, gdy ktoś o to pyta.
Na ten widok zadawał sobie człowiek pytanie, czy kiedyś tak będzie w Polsce.
I oto po obaleniu władzy komunistycznej wydawało się, że u nas może być podobnie. W ekspresowym tempie Milicja Obywatelska przemianowana została na Policję Państwową, a potem po prostu na Policję. Trochę dłużej trwała zmiana umundurowania, a najdłużej trwa przemiana mentalna. Zwłaszcza gdy idzie o sprawianie poczucia bezpieczeństwa. Bo wydaje się, zwłaszcza komuś, kto nie ma bezpośredniego kontaktu ze zjawiskami przestępczości, że z łapaniem przestępców czy ochroną imprez masowych policja radzi sobie dobrze. A najlepiej ze zbieraniem mandatów w ruchu drogowym. W mieście lub na obrzeżach mniejszych miejscowości, bo poza tym można przejechać tysiące kilometrów głównymi drogami i autostradami i nie zobaczyć policjanta. Chyba, że samochód policyjny na sygnale gna do wypadku lub eskortuje ważnego polityka. Ostatnio oba takie przypadki coraz częściej współwystępują.
Pominę już takie zdarzenia jak fotografowanie i przekazywanie organom prokuratury podobizn uczestników pokojowych manifestacji, czy nie dopuszczanie osób postronnych w pobliże budynków sejmowych czy nieudzielenie pomocy osobom chcącym wziąć udział w nabożeństwie, gdyż miały ze sobą nie takie flagi, jakie były mile widziane, w tym flagi organizacji faszystowskich, na co nie pozwala prawo. Nie wspomnę już o policjantach pełniących rolę asysty przebranych za ni to aniołów ni husarię. Policja zachowywała się tak na wyraźne polecenie nadzorujących ja polityków. 

niedziela, 29 stycznia 2017

Trzeba walczyć o demokrację i nastawić się na długi marsz

Powoli zdają się milknąć echa zbytecznej i szkodliwej dla morale obrońców demokracji sprawy faktur, która wybuchła w najbardziej niebezpiecznym dla całej opozycji - parlamentarnej i pozaparlamentarnej - momencie. Rząd i cała większość parlamentarna nie tylko przyspieszył proces niszczenia instytucji demokracji w Polsce, ale wykorzystał protest polityków opozycji i w Sejmie i  obrońców demokracji pod gmachem Sejmu jako okazję do oskarżenia ich o próbę puczu. Za nic mając ogólną wiedzę o tym, czym jest pucz i na czym polega. Bezprawnie opublikowane zostały wizerunki części osób, które obecnie są przesłuchiwane i obciążane zarzutami o przestępstwa lub wykroczenia.
I w tej sytuacji, w której konieczna jest pomoc i obrona tych ludzi, okazanie solidarności z nimi, w KOD-zie i w mediach rozpoczęła się gorsząca awantura o charakterze personalnym. W mojej ocenie był to akt niebywałej wręcz odpowiedzialności za wielotysięczny ruch ludzi poświęcających swój czas i siły, żeby dać przynajmniej świadectwo własnej niezgody na poczynania szajki politycznej zwanej jak na ironię Prawem i Sprawiedliwością. Orwell się kłania.
Na szczęście na tzw. prowincji trwa praca organiczna, jakby w myśl hasła, które dla swojej postawy Tomasz Lis określił słowami, że działa nie dla Kijowskiego i nie przeciw niemu, tylko na rzecz obrony demokracji.