10 lutego 2020 r. Rok temu słyszeliśmy i czytaliśmy o nowym wirusie w Chinach i chyba o pierwszych zachorowaniach we Włoszech. Ale łudziliśmy się jeszcze, że do nas nie przyjdzie. Ale w marcu przyszedł i weciąż zbiera srogie żniwo.
Terasz słyszymy o nowych mutacjach na Wyspach Brytyjskich i na zachodzie Europy. A u nas według oficjalnych danych zjawisko zdaje się przygasać. Już od długiego czasu liczba nowych zachorowań jest czterocyfrowa. Ale jednak w setkach liczą się zmarli, co zdaje się fałszować podawaną liczbę zachorowań. Notuje się też spadek liczby zajętych łóżek i respiratorów do połowy stanu z jesieni minionego roku.
Teraz czekamy na zaszczepienie się. I ustalona data staje się coraz bardziej realna, gdyż pojawiają się nowe szczepionki. Jednak głoszone są rozmaite opinie co do ich skuteczności. Według jednych znawców zagadnienia powodują one odporność i eliminują niebezpieczeństwo roznoszenia wirusa, inni oznajmiają, że zaszczepieni mogą jednak zarażać i maseczki będziemy jeszcze nosić dlugo (teraz ma to nawet pewien plus - na mrozie nie marznie nos), a jeszcze inni, że zamiast uchronienia od zarażenia powodują tylko lekki przebieg choroby. Jakby jednak nie było, dają pozytywny skutek, choć może nie tak daleko idący, jakby się początkowo wydawało. I trzeba się zaszczepić.