niedziela, 14 stycznia 2018

Opozycja parlamentarna zawiodła. Ale problem pozostaje

Część parlamentarzystów dwóch do tej pory zdeklarowanych partii opozycyjnych zachowała się fatalnie i głupio w głosowaniu nad nadaniem dalszego biegu jednego ze społecznych projektów ustaw, nazwanym umownie "Ratujmy kobiety", a będącym po prostu przyznaniem kobietom praw, które Organizacja Narodów Zjednoczonych zalicza do praw człowieka. Fatalnie, bo nie biorąc udziału w głosowaniu lub głosując przeciw nie uszanowali wysiłku setek tysięcy osób, które podpisały się pod projektem i tysięcy tych, którzy zaangażowali się w zbieranie podpisów, czyli takich m.in. jak ja. A głupio, bo przecież nie szło o przyjęcie ustawy, tylko o jej dalsze procedowanie, w tym poddane w wyniku prac komisji sejmowych drugiemu i trzeciemu czytaniu. Więc nie chodziło o danie wyrazu przekonaniom religijnym, a tylko o procedurę sejmową, której znajomości przecież wyborca ma prawo od parlamentarzystów oczekiwać.
A do tego niektórzy z nich wręcz idiotycznie się tłumaczyli, na przykład, że nie zdawali sobie sprawy, że ich głos jest taki ważny. 
Część tych posłów do tej pory pojawiała się na protestach, wygłaszała płomienne mowy o potrzebie obrony instytucji prawa i praw człowieka. I same przekreśliły wartość swoich słów oraz zamknęły przed sobą możliwość ewentualnych dalszych wystąpień. Bo z pewnością będą one kwitowane buczeniem i gwizdami.  Mam obawy, że spotka to także ich kolegów i koleżanki z obu partii, którzy zagłosowali jak na opozycję przystało*.

Oczywiście ten blamaż został błyskawicznie wykorzystany przez przywódców partii lewicowych będących poza Sejmem. Wystąpili w mediach pełni dumy, że to nie oni głupio zagłosowali i wypowiedzieli wiele cierpkich słów pod adresem osób, które akurat wystąpiły razem z nimi i zagłosowały za nadaniem projektowi ustawy dalszego biegu. To trochę tak, jakby byli dumni, że nie upili się na imprezie, na którą ich nie zaproszono i uznali za stosowne strofowanie wszystkich uczestników, także tych, którzy opuścili ją trzeźwi.
Nieważne, że za odrzuceniem projektu było ok. 180 posłów PiS (czyli jak oni mówią "zjednoczonej prawicy"), a raptem niespełna 40 z opozycji. Pomijam tu świadomie stronnictwo Kukiza i PSL, które już trudno nazwać opozycją. Nie na nie padło ostrze krytyki panów Czarzastego i Zandberga, tylko na partie, które choć są bardziej konserwatywne niż centrowe, ale jednak twardo stoją na gruncie konstytucji.
Wyraz swego zniesmaczenia tym zachowaniem przedstawicieli lewicy, którzy zwęszyli szansę poprawy swego miejsca na scenie politycznej kosztem Nowoczesnej i Platformie Obywatelskiej, choć wspólnym wrogiem całej opozycji - parlamentarnej i pozaparlamentarnej - jest przecież partia Kaczyńskiego z przybudówkami, a której w wyniku bratobójczej walki na opozycji pozwala się na dalsze niszczenie demokracji. A jest jeszcze co niszczyć, np. prywatne media, środowisko sędziów,  prywatny biznes oraz posuwać się coraz dalej w ograniczaniu wolności obywatelom.
Dostało mi się za moje zdanie zwłaszcza od osób identyfikujących się z partią Razem, które chyba odebrały moje słowa jako antylewicowe. Ale i znalazłem sojuszników w obronie mego stanowiska.
Owszem, lewica jest nam wszystkim potrzebna, bo potrzebujemy więcej równości praw ogółu obywateli,  większej pomocy ze strony państwa osobom mającym mniejsze szanse na godziwy zarobek, zapewnienia ochrony pracobiorcom itd. A te sprawy przeważają na sztandarach partii lewicowych. Ale potrzebujemy też lewicy jako lewego skrzydła w walce o zatrzymanie niszczącego marszu obecnie rządzących, a de facto urządzających się za pieniądze podatników.
Ale od lewicy oczekuję dążenia do realizacji swoich celów przy jednoczesnym umiarze w atakowaniu obecnej opozycji parlamentarnej i stanięcia wraz z nią do walki o powrót na ścieżkę demokracji i przywrócenie Polsce należnego miejsca w rodzinie państw europejskich. Bo wtedy zyska ona większe szanse na uzyskanie lepszej pozycji na krajowej scenie politycznej i tym samym na realizacje swoich idei.
A co do projektu, jest wciąż aktualny i wierzę, że prędzej czy później polskie kobiety będą mogły cieszyć się takimi prawami, jak w większości krajów europejskich.

______________________
* Jak się okazuje troje spośród owych blisko czterdziestu posłów, którzy nie zagłosowali, było po prosto chorych.

3 komentarze:

  1. Szanowny Panie Stefanie,
    nie jestem w żadnej partii. Głosowałam na PO i moje poglądy są na pewno liberalne z lekkim skrętem na lewo ( są dla mnie ważne prawa pracowników, których nazywałabym raczej pracodawcami- to pracownicy dają pracę, prawa
    Kobiet, Dzieci, wszystkich mniejszości, wszystkich słabszych.Ale dzisiaj w Sejmie nie ma nikogo, na kogo chciałabym głosować. Nie ma też nikogo, z kim sojusz nie byłby " obciachem", zwykła kompromitacją. Niestety. Poza Parlamentem są różne ugrupowania, w których ludzie o coś walczą, zabiegają, mają jakieś ideały. W Sejmie, w PO, Nowoczesnej, SLD, PSL, Kukiz,nie ma już nic. Żadnych ideałów, żadnego programu. Jest tylko cyniczna gra na siebie- mówimy tak, jak się nam opłaca mówić, pod słupki, pod sondaże. Ci spoza Sejmu ( Kongres Kobiet, Ratujmy Kobiety, Zieloni, Razem i inni)naprawdę o coś walczą- wyraźnie też mówią o co. Mówią nam, o jaki kraj im chodzi, o jaką wspólnotę. I im wierzę, wierzę, że mówią naprawdę, że naprawdę chcą. Władza demoralizuje. Demoralizacja PO doprowadziła nas do takiej samowolki PIS- u, przeciwko której dzisiaj się buntujemy.Czy można walczyć ze złodziejstwem jednocząc się ze złodziejami? Czy przeciwko kłamstwu jednoczymy się z kłamcami? Przeciwko oszustwu z oszustami? Przeciwko cynizmowi z cynikami? Nie. Nie ma, niestety z kim się dzisiaj jednoczyć. Zostały tylko pozaparlamnetarne środowiska i nadzieja, że sie nie posuja tak szybko, jak poprzednicy. Są takie mechanizmy, które przed psuciem się polityków chronią. Niestety nie w Polsce. Może czas je wprowadzić? I może ci młodzi, którzy konsekwentnie nie chcą z Panem, ze mną, z Platformą, z Nowoczesną, z innymi, którzy ich zdaniem zawiedli- może Oni są paradoksalnie naszą nadzieją? Pozdrawiam z ta nadzieją. Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
  2. panie kubów o co tyle nerwów i pisania, jak swego czasu major Hamkało (do czego was nakłonił w rozmowach), dziś wy jesteście przodownikiem walki o postęp. zycze z calegp serca powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowna Pani,
    To prawda, że poza parlamentem jest wiele ugrupowań, w których działają mądrzy, ideowi ludzie. Jest mi do nich blisko, spotykam ich na protestach i na ile mogę, pomagam.
    Ale ich mnogość, a do tego w niejednym przypadku postawa "tej nie kocham, tej nie lubię, tej nie pocałuję" sprawia, że skazują się na dalszy byt poza parlamentem. A tam decydują się sprawy nas wszystkich, naszego państwa i naszej pozycji w świecie. Więc jeśli ktoś odda głos na "Razem", ktoś inny na "Zielonych", a jeszcze ktoś inny na Inicjatywę Polska i każda z nich zbierze po 1, 2 lub 3 %, to nawet jeśli razem da to 10 %, to będą to głosy zmarnowane, które przejmą partie, które dostana się do Sejmu. Im z lepszym wynikiem, tym więcej im się dostanie z tych 10 %.
    Dziś np. Czarzasty wezwał partie Razem do współpracy, ale pani reprezentująca tę partię oświadczyła, że nie będzie współpraca z SLD, bo ona w jednym województwie jest w koalicji z PO, a w innym z Nowoczesną. Jakby zdolność zawierania koalicji, pozwalająca mieć wpływ na stan rzeczy była felerem!
    To jest jak zachowanie rządu PiS, który nie chce współdziałać ani z Niemcami, ani z Francją, ani z Włochami, czyli ze znaczącymi graczami w Europie, bo woli razem z Węgrami siedzieć w kącie.

    OdpowiedzUsuń