Wrocławska oficyna wydawnicza "Książkowe klimaty", nagradzana już za swe publikacje w seriach "Czeskie klimaty, "Słowackie klimaty" i inne europejskie klimaty. O jednej nagrodzonej książce słowackiego autora Pavla Rankova "Zdarzyło się 1 września 1939 (albo kiedy indziej)" już pisałem.
Tym razem trafił w moje ręce zbiór historycznych esejów Pavla Kosatika "Czeskie sny" (2014).
Kogo interesuje historia i stan dzisiejszy relacji polsko-czeskich powinien zacząć od tej książki, żeby potem ewentualnie sięgnąć po bardziej pogłębione publikacje naukowe. Ale już zawarty w tej książce liczący niespełna osiemdziesiąt stron rys pozwoli mu poznać najważniejsze fakty i zrozumieć podłoże skomplikowanych relacji w minionym wieku.
W XIX wieku, gdy oba państwa nie były suwerenne, działacze narodowi polscy i czescy widzieli możliwość ścisłej więzi w formie konfederacji. Ale gdy tylko zaistniała możliwość ustanowienia ich państwowości, pojawiły się konflikty o granice. Czechom marzył się obszar niemal do szerokości geograficznej Krakowa, zaś Polakom - związane z Czechami od XIV w. Zaolzie, a ponadto Spisz i Orawa. W końcu konflikt rozstrzygnęła Rada Ambasadorów w 1919 r. O tym, co się stało niespełna dwadzieścia lat potem, powszechnie wiadomo i nie przynosi Polsce chwały,.
Możliwość konfederacji obu państw rozpatrywano także w czasie okupacji hitlerowskiej. Ale gdy tylko umilkły strzały znów pojawił się problem Zaolzia, o które upominała się Polska, oraz Kotliny Kłodzkiej, na którą optowali Czesi. Politycy obu państw wybrały sobie na arbitra Stalina.
A potem był sierpień 1968, którego nam Czesi długo nie mogli wybaczyć, a wreszcie współpraca opozycja demokratyczna, zaczynająca się od naszego KOR-u i ROPCiO i ichniej Karty 77. Autor przyznaje, że wydarzenia 1989 r. w Polsce (Okrągły Stół, wybory) ośmieliły Czechów do obalenia rządów komunistycznych kilka miesięcy później.
poniedziałek, 16 lutego 2015
piątek, 6 lutego 2015
Czy da się powstrzymać wyludnianie Wrocławia?
Przeczytałem gdzieś, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat ludność Wrocławia zmniejszy się o ok. pięćdziesiąt tysięcy.
Co to oznacza? Przy dzisiejszym modelu rodziny (2 + 1 z małym kawałkiem) ubędzie ok. trzydziestu tysięcy podatników. Zakładając średnią zarobków ok. 50 000 zł rocznie i że każdy płaciłby najniższą stawkę, czyli ok. 10 000 zł rocznie, daje to docelowo 300 mln zł rocznie mniej niż obecnie. Być może ubędzie też przychodów we wrocławskich sklepach, zwłaszcza z artykułami codziennej konsumpcji. Można rzec, że w zestawieniu z miliardowym budżetem rocznym to niewiele.Ale jeśli co roku większy deficyt przynosi Stadion Miejski...
Niewiele mniej niekorzystnym zjawiskiem jest tworzenie nowych osiedli mieszkaniowych na peryferiach miasta. Tym bardziej, że dla obniżenia kosztów budowy (i sprzedaży) mieszkań czy domków buduje się je bez należytej dbałości o zapewnienie dróg dojazdowych oraz infrastruktury społecznej (szkoły, przychodnie lekarskie, sklepy itd.), zostawiając ten obowiązek władzom miejskim i miejskiemu budżetowi.
Ale zakładać należy, że przeważająca większość tych ludzi osiądzie w pobliżu Wrocławia a pracować będzie nadal w naszym mieście. Czyli będzie tu dojeżdżać samochodami, autobusami miejskimi lub ewentualnie koleją. Z myślą o tych pierwszych trzeba będzie zapewnić większą drożność tras dojazdowych, a więc zwiększyć wydatki zarówno na ich budowę jak i utrzymanie. Trzeba będzie rozszerzyć sieć miejskiej komunikacji autobusowej, zwiększając liczbę pojazdów i zatrudnienie. Pobudować w centrum miasta i jego przyległościach parkingi. To wszystko ze zmniejszonych wpływów do budżetu.
Niewiele mniej niekorzystnym zjawiskiem jest tworzenie nowych osiedli mieszkaniowych na peryferiach miasta. Tym bardziej, że dla obniżenia kosztów budowy (i sprzedaży) mieszkań czy domków buduje się je bez należytej dbałości o zapewnienie dróg dojazdowych oraz infrastruktury społecznej (szkoły, przychodnie lekarskie, sklepy itd.), zostawiając ten obowiązek władzom miejskim i miejskiemu budżetowi.
Co to oznacza? Przy dzisiejszym modelu rodziny (2 + 1 z małym kawałkiem) ubędzie ok. trzydziestu tysięcy podatników. Zakładając średnią zarobków ok. 50 000 zł rocznie i że każdy płaciłby najniższą stawkę, czyli ok. 10 000 zł rocznie, daje to docelowo 300 mln zł rocznie mniej niż obecnie. Być może ubędzie też przychodów we wrocławskich sklepach, zwłaszcza z artykułami codziennej konsumpcji. Można rzec, że w zestawieniu z miliardowym budżetem rocznym to niewiele.Ale jeśli co roku większy deficyt przynosi Stadion Miejski...
Niewiele mniej niekorzystnym zjawiskiem jest tworzenie nowych osiedli mieszkaniowych na peryferiach miasta. Tym bardziej, że dla obniżenia kosztów budowy (i sprzedaży) mieszkań czy domków buduje się je bez należytej dbałości o zapewnienie dróg dojazdowych oraz infrastruktury społecznej (szkoły, przychodnie lekarskie, sklepy itd.), zostawiając ten obowiązek władzom miejskim i miejskiemu budżetowi.
Ale zakładać należy, że przeważająca większość tych ludzi osiądzie w pobliżu Wrocławia a pracować będzie nadal w naszym mieście. Czyli będzie tu dojeżdżać samochodami, autobusami miejskimi lub ewentualnie koleją. Z myślą o tych pierwszych trzeba będzie zapewnić większą drożność tras dojazdowych, a więc zwiększyć wydatki zarówno na ich budowę jak i utrzymanie. Trzeba będzie rozszerzyć sieć miejskiej komunikacji autobusowej, zwiększając liczbę pojazdów i zatrudnienie. Pobudować w centrum miasta i jego przyległościach parkingi. To wszystko ze zmniejszonych wpływów do budżetu.
Niewiele mniej niekorzystnym zjawiskiem jest tworzenie nowych osiedli mieszkaniowych na peryferiach miasta. Tym bardziej, że dla obniżenia kosztów budowy (i sprzedaży) mieszkań czy domków buduje się je bez należytej dbałości o zapewnienie dróg dojazdowych oraz infrastruktury społecznej (szkoły, przychodnie lekarskie, sklepy itd.), zostawiając ten obowiązek władzom miejskim i miejskiemu budżetowi.
sobota, 24 stycznia 2015
Czy na lewicy powstanie silna alternatywa SLD?
Chaotyczne, nie wiedzieć czym dyktowane ostatnie posunięcia liderów Sojuszu Lewicy Demokratycznej - chwilowy sojusz z partią Kaczyńskiego, wysunięcie kandydatury na prezydenta osoby w żaden sposób nie kojarzącej się z lewicą i lewicowością i jednoczesne zawieszenie w prawach członkowskich byłego przewodniczącego partii, do tego dwa ostatnie zdarzenia akurat w dniu śmierci wybitnego lewicowego polityka Józefa Oleksego, musiały zdziwić wszystkich, z wyjątkiem może sprawców tych kroków.
Wśród działaczy partii w całym kraju pojawił się ferment i zwątpienie. Nawet najwytrwalsi wieloletni aktywiści w ośrodkach pozastołecznych nerwowo zwołują narady w nadziei na znalezienie nowej formuły ideowej i ewentualnie stworzenia na nowo struktur, które być może połączą się w sieć krajową. Rozglądają się też za inicjatywami podejmowanymi przez aktywistów dotąd nie związanych z SLD, którzy próbują stworzyć lewicową alternatywę dla partii Millera i Gawkowskiego.
niedziela, 28 grudnia 2014
Wrocław po wyborach. I przed wyborami w roku 2018.
Miesiąc temu definitywnie rozstrzygnęła się kwestia, kto będzie rządził gminą miejską Wrocław przez następne cztery lata. Na czele zarządu miasta stanął znów Rafał Dutkiewicz, a oparcie będzie miał w dotychczas pełniących funkcje wiceprezydentów oraz mającej większość w radzie Miasta Koalicji PO i swego Klubu. Jako prezydent w czwartej swojej kadencji złożył wiele dość konkretnych i trafiających w potrzeby mieszkańców obietnic. I jeśli marzy mu się kolejna kadencja, będzie musiał znaczną ich część spełnić. I koniecznie zmienić styl zarządzania, który z każdą kolejną kadencją ulegał stałej degeneracji i był coraz bardziej autorytarny. Zaowocowało to rozrzutnością w gospodarowaniu pieniędzmi podatników, gdyż znacznie więcej kosztowały niektóre inwestycje niż zakładano (np. budowa Stadionu Miejskiego, który od tego czasu przynosi straty), a poza tym poszło zbyt wiele pieniędzy na finansowanie klubu piłkarskiego "Śląsk" lub na zakup fotografii Marylin Monroe, bez upewnienia się, czy będzie można je eksponować i bez pomysłu, gdzie to robić. Degeneracja zarządzania polegała też na kolesiostwie w obsadzaniu stanowisk publicznych, w wyniku czego zagrożona jest realizacja Europejskiej Stolicy Kultury. Błędy i zaniechania podałem tu tylko przykładowo. Ich lista jest znacznie dłuższa.
Ale znacznie mniejsze poparcie, jakie uzyskał Dutkiewicz w wyborach niż w poprzednich latach oraz niezrealizowane do tej pory ambicje stania się ważną postacią na krajowej scenie politycznej pozwalają na przypuszczenia, że obecna jego kadencja jest już ostatnia. Wtedy braknie mu determinacji w wywiązaniu się ze złożonych obietnic i w powrocie do lepszego stylu zarządzania. Będzie to tym trudniejsze, że w układy personalne i instytucjonalne łatwo wejść, ale trudno się z nich wyzwolić, gdyż wiążą się z nimi rozmaite zobowiązania.
Ale znacznie mniejsze poparcie, jakie uzyskał Dutkiewicz w wyborach niż w poprzednich latach oraz niezrealizowane do tej pory ambicje stania się ważną postacią na krajowej scenie politycznej pozwalają na przypuszczenia, że obecna jego kadencja jest już ostatnia. Wtedy braknie mu determinacji w wywiązaniu się ze złożonych obietnic i w powrocie do lepszego stylu zarządzania. Będzie to tym trudniejsze, że w układy personalne i instytucjonalne łatwo wejść, ale trudno się z nich wyzwolić, gdyż wiążą się z nimi rozmaite zobowiązania.
niedziela, 7 grudnia 2014
Czy Sojusz Lewicy Demokratycznej jest partią lewicową?
Nazwa wskazuje, że jest i że jego członkowie do lewicowości się poczuwają? Ale jak tylko trochę poskrobać, okazuje się, że ten szyld albo niczego nie oznacza, albo - w najlepszym razie - mocno zwietrzał i napis na nim sypie się od byle podmuchu.
Nie jest to tylko nasz, polski, problem. Z lewicowością mają problem partie socjaldemokratyczne za granicą, m.in. w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Wyrazem bezradności ideowej partii w tych krajach była koncepcja tzw. trzeciej drogi, sformułowana przez Schroedera i Blalira, w Polsce poparta przez Włodzimierza Cimoszewicza. Jeszcze do niedawna sam widziałem w niej dobre strony. Ale w wyniku lektur oraz obserwacji trendów w gospodarce globalnej, mocno odciskającej się na polskich realiach, widzę dziś, że jest to tylko lekko przypudrowany neoliberalizm, sankcjonujący wszystkie jego mechanizmy (prywatyzacja coraz szerszych sfer gospodarki, ale też i instytucji infrastruktury społecznej, wyzysk pracowników, minimalizacja podatków, przenoszenie produkcji do krajów o taniej sile roboczej, a centrali do rajów podatkowych, deprecjonowanie związków zawodowych), a klajstrujący to wszystko hasłami o rozsądniejszej dystrybucji środków budżetowych oraz otwarciem na mniejszości społeczne. Nie dziw, że w takk pojętej trzeciej drodze nawet lider neoliberalnej (gospodarczo) i konserwatywnej (społecznie) Platformy Obywatelskiej miał prawo uznać się za socjaldemokratę.
wtorek, 11 listopada 2014
O fanatykach i fanatyzmie
Parę dni temu przeczytałem niewielką książeczkę izraelskiego pisarza Amosa Oza "Jak uleczyć fanatyka", która przypadkowo wpadła mi w ręce jako dar jednego z czytelników naszej biblioteki.
Zabrałem się do lektury ciekaw, jak Żyd, w jakimś stopniu zaangażowany w walkę o los swego narodu, skonfliktowanego ze światem arabskim, a szczególnie z Palestyńczykami, rozumie fanatyzm.
Otóż autor nie ukrywa, że jako dzieciak i młodzieniec był fanatykiem, ale udział w walkach w 1967 i 1973 r. sprawił, że stał się pacyfistą. To znaczy, że odmówiłby pójścia do armii, nawet pod groźbą kary, gdyby celem wojny było przysporzenie terytorium jego państwa, ale poszedłby, nawet mimo niemłodego już wieku, gdyby na szwank narażone były granice jego państwa.
Nurtowało mnie jednak przede wszystkim to, jak definiować można i ewentualnie różnicować rozmaite odmiany fanatyzmu. Gdzie kończy się przekonanie o czymś, a zaczyna pewność. I jak to przekłada się na działanie. Bo potocznie o tym, co jest fanatyzmem sądzi się na podstawie symptomów, najczęściej w najgroźniejszych jego przejawach, a więc przemocy, jej groźby lub presji psychicznej, mającej skłonić kogoś do postępowania zgodnego z czyimiś oczekiwaniami, zaprzestania działań niezgodnych z przekonaniami wyznawców jakiejś idei (lub religii) albo fizycznej zemsty za działania niezgodne z racjami fanatyków.
Amos Oz objaśnia zjawisko fanatyzmu w sposób właściwy pisarzowi, czyli przez opowieści o jakichś zaobserwowanych czy zasłyszanych zdarzeniach lub z własnych doświadczeń.
wtorek, 4 listopada 2014
O politykę opartą na wiedzy
Interesujący się problematyką zarządzania oraz ekonomia znają pojęcie organizacji opartej na wiedzy, czyli takiej, która zatrudnia wysoko wykwalifikowaną kadrę, dzięki czemu może być innowacyjna.
Ale byłem dziś we wrocławskiej księgarni "Tajne Komplety" w Rynku na spotkaniu autorskim z prof. Grzegorzem Kołodką. W pewnym momencie jego niezwykle interesującego wystąpienia, poświęconego w dość znacznej mierze relacjom między polityką a ekonomią, gość wspomniał o organizacji opartej na wiedzy i dodał, że dobrze byłoby, gdyby i polityka oparta była na wiedzy. Uznałem, że to świetny motyw na tytuł niniejszego wpisu.
Gość ze znaną powszechnie swadą znakomicie godził opowieść o swoich książkach, podróżach, udziałem w biegach maratońskich z prezentacją najważniejszych problemów współczesnej gospodarki i polityki. Za te najważniejsze uważa rosnące rozwarstwienie gospodarcze, ale nie w granicach poszczególnych krajów, lecz między światem krajów bogatych i biednych, trendy w demografii, czyli kurczenie się liczby ludności w krajach bogatszych, łagodzone migracją zarobkową z krajów Trzeciego Świata, negatywne zjawiska związane z globalizacją, w tym zwłaszcza nadmierny wpływ skorumpowanych agencji ratingowych oraz funkcjonowanie międzynarodowych rynków finansowych oraz grożące nadejście jeszcze w tym stuleciu globalnego ocieplenia, które może zagrozić istnieniu ludzkości.
Ale byłem dziś we wrocławskiej księgarni "Tajne Komplety" w Rynku na spotkaniu autorskim z prof. Grzegorzem Kołodką. W pewnym momencie jego niezwykle interesującego wystąpienia, poświęconego w dość znacznej mierze relacjom między polityką a ekonomią, gość wspomniał o organizacji opartej na wiedzy i dodał, że dobrze byłoby, gdyby i polityka oparta była na wiedzy. Uznałem, że to świetny motyw na tytuł niniejszego wpisu.
Gość ze znaną powszechnie swadą znakomicie godził opowieść o swoich książkach, podróżach, udziałem w biegach maratońskich z prezentacją najważniejszych problemów współczesnej gospodarki i polityki. Za te najważniejsze uważa rosnące rozwarstwienie gospodarcze, ale nie w granicach poszczególnych krajów, lecz między światem krajów bogatych i biednych, trendy w demografii, czyli kurczenie się liczby ludności w krajach bogatszych, łagodzone migracją zarobkową z krajów Trzeciego Świata, negatywne zjawiska związane z globalizacją, w tym zwłaszcza nadmierny wpływ skorumpowanych agencji ratingowych oraz funkcjonowanie międzynarodowych rynków finansowych oraz grożące nadejście jeszcze w tym stuleciu globalnego ocieplenia, które może zagrozić istnieniu ludzkości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)