Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 listopada 2019

Lewica razem w Sejmie i Senacie. A na co dzień?

Partie lewicy, które stworzyły wspólny komitet wyborczy zyskały dzięki temu 49 mandatów. To z pewnością znacznie więcej niż gdyby każda w nich weszła do Sejmu z ledwością przekraczając próg 5 %, co i tak było dalece pewne.
A teraz postanowiły stworzyć wspólny klub poselski, który też będzie bardziej wpływowy niż gdyby każda z nich tworzyła mały klubik lub koło poselskie.
I jak na razie, jak zapewniają przedstawiciele wszystkich trzech partii, współpraca układa się poprawnie, a decyzje, te personalne, bo na inne jeszcze nie czas, zapadają w drodze konsensu.Zresztą, o co tu walczyć? O stanowisko wicemarszałka oraz przewodniczącego i wiceprzewodniczących klubu oraz rzecznika prasowego? Wystarczy solidarnie się tymi funkcjami podzielić i ewentualnie ustalić zasady rotacji na stanowiskach wicemarszałków i przewodniczących klubu w trakcie kadencji, np. co półtora roku.

środa, 29 maja 2019

6.06 i co dalej ?



Tym razem postanowiłem oglądać wieczór wyborczy razem z lokalnymi działaczami "Wiosny", do których w jakimś sensie należę. Wszak zbierałem podpisy za listą i bywam na rozmaitych zebraniach.
Nie liczyłem na wiele, gdyż karmiące się  nawzajem dwa coraz bardziej wrogie obozy zawojowały prawie całą scenę polityczną, a do tego wielu zwolenników skleconej naprędce Koalicji Europejskiej wykorzystywały każdy pretekst do ataku na Biedronia i jego stronnictwo, mając mu za złe, że nie przystąpił do niej, co miało zwiększać szanse na na pokonanie kliki rządzącej.
W dyskusjach na forach społecznościowych jednoznacznie opowiadałem się za programem i deklaracją wyborczą "Wiosny", która chyba jako jedyna ukierunkowana była na przyszłe działania Parlamentu Europejskiego, zostawiając okresowo na boku deklaracje w kwestiach polityki krajowej.
Wynik wyborów potwierdził zarówno moje nadzieje, jak obawy. Bo  rzeczywiście scena polityczna została tak zabetonowana, że komitety wyborcze poza PiS i Koalicją Obywatelską zdobyły łącznie ok. 15 procent głosów. W tej sytuacji nawet niewielkie przekroczenie progu wyborczego tylko przez jeden komitet wyborczy poza POPiS-em, i to właśnie przez "Wiosnę", można uznać  za sukces, aczkolwiek nader umiarkowany. Euforia w sztabie wyborczym w Warszawie, jak i w sali kawiarni we Wrocławiu zdała mi się więc nieco sztuczna. Nie zabawiłem więc zbyt długo, w nadziei, że większe zgromadzenie będzie miało miejsce w Rynku. Ale tak się nie stało. Pojechałem więc do domu, żeby posłuchać komentarzy polityków i obserwatorów życia politycznego. Tu już o sukcesie mówili wyłącznie politycy i zwolennicy Kaczyńskiego.
Potwierdziła się  też moja pewność, że wejście "Wiosny" do koalicji nie dałoby nic ani jej, ani "Wiośnie". Nie byłoby nawet tych trzech mandatów, bo poza samym Biedroniem nikt nie mógłby liczyć na dobre miejsce na listach. 

niedziela, 5 maja 2019

Deklaracje programowe partii i co z nich wynika

Ceniony wybitny ekonomista, zwolennik tzw. Koalicji Obywatelskiej i z tego powodu krytyczny wobec "Wiosny", z którym lubię dyskutować na Facebooku (mam wrażenie, że z wzajemnością) w reakcji na przytoczoną przeze mnie deklarację ideową partii Biedronia wytknął brak w niej choćby słowa o wzroście gospodarczym, oświacie i nauce. Odpowiedziałem, jak to na Facebooku, skrótowo, a więc i niezadowalająco jak na oczekiwania mego oponenta.
Postanowiłem więc napisać szerzej, choć pewnie i tak nie wystarczająco. Może kiedyś zrobi to ktoś bardziej wprawny w kwestiach politycznych.
Otóż choć są to sprawy bardzo ważne, to zwłaszcza ekonomia nie ekscytuje przyszłych wyborców. Poza tym zwłaszcza ekonomista wie, że prawa ekonomiczne może nie są tak ścisłe jak prawa logiki, fizyki czy matematyki. Więc należy pozwolić im działać oraz ingerować w sposób taki, żeby rozwoju ekonomicznego nie zahamować i korzystać z owoców tak, żeby dochód dzielić możliwie sprawiedliwie.

piątek, 3 maja 2019

Ach ten "symetrysta" Biedroń!

We wpisach sprzed roku, albo jeszcze wcześniejszych optowałem za połączeniem sił opozycyjnych partii politycznych w celu odsunięcia PiS cod władzy i zaprowadzenia na powrót porządku demokratycznego i odbudowania miejsca Polski w relacjach międzynarodowych. Ale zastrzegałem się, że to może nie wystarczyć, bo przecież siły demokratyczne utraciły władzę dlatego, że sama demokracja sprowadzona do procedur i rytuałów ludziom nie wystarczyły. Zresztą,  zaraz po wyborczym zwycięstwie PiS (który z partii wodzowskiej szybko przekształcił się w klikę rządzącą) wielu publicystów, zwłaszcza tych postrzeganych lub deklarujących się jako centrolewicowi, szukało przyczyn porażki rządu PO-PSL właśnie  za zaniedbania w polityce socjalnej oraz w lekceważeniu opinii publicznej, brak debat poprzedzających - moim zdaniem potrzebne - reformy, jak posłanie 6-latków do szkoły, wydłużenie czasu przechodzenia na emeryturę czy nawet nacjonalizacja emerytur, w rezultacie czego spotkały się z negatywnym odbiorem i zaważyły mocno na wyniku wyborów.
Niestety, opozycja parlamentarna nie potrafiła przez ponad trzy lata spożytkować obywatelskiego gniewu, ale i energii w oporze wobec systematycznego niszczenia demokracji w Polsce i spychania państwa na peryferie Europy i świata. Cały czas świeciła światłem odbitym, krytykują - słusznie - to co wyrabiał i wyrabia PiS, a sekundują mu prorządowe media, nie przedstawiając żadnych alternatywnych rozwiązań. Nie ma szans na przedstawianie ich w Sejmie, który stał się maszynką do głosowania, ale można było w mediach opozycyjnych i społecznościowych. Dobrą robotę wykonują pojedynczy posłowie, demaskując przekręty, ale odbierane to jest jako ich prywatne hobby. Zaś większość europosłów z partii opozycyjnych w obawie o okrzyknięcie ich wrogami Polski nie pomagała Komisji Europejskiej w obronie praworządności w naszym kraju.
Więc przez trzy lata ze strony polityków opozycji słychać o potrzebie odsunięcia PiS od władzy oraz rozliczeniu sprawców łamania konstytucji i stanowienia antykonstytucyjnych ustaw, uchwalanych w drodze dalekich od demokratycznych standardów procedur.

czwartek, 14 lutego 2019

Nowy front wojny polsko-polskiej?


Kiedy pojawiła się wiadomość, że Robert Biedroń planuje stworzenie nowej partii politycznej, politycy i czołowi publicyści mainstreamowi podchodzili do tej zapowiedzi z pobłażliwością. Nawet gdy w badaniach opinii publicznej zyskiwała blisko 10 %.

Czuło się jednak dość powszechne napięcie w oczekiwaniu na dość intensywnie zapowiadaną konwencję.
Jej rozmach, frekwencja, zwłaszcza ludzi młodych, i odważna deklaracja programowa bez wątpienia zrobiły wrażenie. Dzień po konwencji na drugi plan zeszły kolejne sensacje związane z niedoszłą inwestycją Kaczyńskiego i "Srebrnej". W telewizjach informacyjnych jak nie sam Biedroń, to komentatorzy lub politycy innych partii opozycyjnych. Na ogół podkreślali oprawę, ale i przedstawiony program, wykazując wszelako jego luki (brak mowy o polityce zagranicznej, kulturze i de facto także o oświacie) i brak informacji o źródłach finansowania planów, które będą wymagały dużych pieniędzy.
Dyskusja na dobre rozgorzała po pojawieniu się wyników badań preferencji wyborczych, w których partia "Wiosna" zyskiwała już kilkanaście procent. Politycy opozycji wciąż są powściągliwi, nawet ci opowiadają się za szeroką koalicją. Ale część dziennikarzy wyraźnie zaczęła opowiadać się przeciw nowej partii i jej liderowi, mając mu za złe, że osłabia przyszłą koalicję w walce przeciw PiS-owi, nie zauważając, że wchodząc do polityki na szczeblu centralnym "Wiosna" znacznie zwiększyła szanse na pokonanie partii (?) Kaczyńskiego, nawet gdy ta nieznacznie tylko straci poparcie. Nie zauważając też, że system d'Hondta nie dał większości mandatów  w Sejmie SLD, a potem PO nawet gdy zwyciężyły w wyborach z 41 % głosów.   Jeden z nich wytknął mu nawet kłamstwo, bo w zapale krytyki zapomniał, że sam podpisał się pod dyplomem dla Biedronia za znalezienie się w dziesiątce najwyżej ocenianych prezydentów miast.
Co prawda nie bez winy są politycy "Wiosny", którzy poszli tak daleko w dystansowaniu się do pozostałych partii opozycyjnych, że czasem odnosi się wrażenie, że w tle ginie zasadnicza ich niezgoda na sposób sprawowania rządów przez szajkę Kaczyńskiego.

niedziela, 10 lutego 2019

Czy "Wiosna" zmieni polski krajobraz polityczny?


Minął tydzień (piszę o 14.15) od rozpoczęcia konwencji partyjnej partii, która przybrała nawę "Wiosna" i od razu ma swój hymn.

Ucieszył mnie widok tysięcy młodych ludzi, a tu i ówdzie także szpakowate i siwe głowy przedstawicieli młodzieży w moim wieku. Z uwagą i nadzieją słuchałem przemówienia Roberta Biedronia. Podobały mi się oczywiście wszystkie projekty równościowe i daleko idące kroki na rzecz rozdzielności państwa i Kościoła, ale gdy przeszedł do zapowiedzi działań mających na celu wyrównywanie nierówności o charakterze ekonomicznym i społecznym westchnąłem i zapytałem na głos tak, że aż żona w drugim pokoju usłyszała "Skąd wziąć na to pieniądze?" Wiedziałem, że sztab Biedronia ma to policzone, ale czy co do grosza (tzn. miliarda)? Tym bardziej, że w przemówieniu nie było mowy o kwestiach ustroju gospodarczego, priorytetach w polityce ekonomicznej i finansowej. 
Komentatorzy szybko zwrócili uwagę na pominięcie polityki edukacyjnej (wyprowadzenie religii ze szkół i nacisk na naukę angielskiego to raptem szczegóły) i kulturalnej. Tym bardziej, że rządzący obecnie hunwejbini narobili tu niebywałych szkód. Zwrócili też uwagę na brak choćby zdania o zamiarach co do polityki  zagranicznej i europejskiej. Co prawda konwencję otworzył Hymn UE, ale to nie zastępuję jasnej deklaracji. Ogólnie jednak w większości uznali powstanie "Wiosny" za ożywczy powiew na krajowej scenie politycznej.