środa, 4 stycznia 2017

Po co nam taka opozycja?

Trzy tygodnie trwa już ostra faza kryzysu parlamentarnego w Polsce. Tyleż trwa okupacja sali posiedzeń plenarnych Sejmu przez posłów Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej oraz manifestacje i pikiety Komitetu Obrony Demokracji i innych ruchów zrodzonych w tym samym celu.
Tymczasem partia, która sprowokowała ów kryzys poprzez właściwie nielegalnie przyjęte ustawy, w tym ustawę budżetową bez pełnej procedury ustawodawczej i w obecności śladowej liczby posłów opozycji, tej licencjonowanej, jaką de facto jest ugrupowanie Kukiza, a potem przyjęła linię postępowania, wedle której wszystko odbyło się lege artis. I ani myśli z niej ustąpić. W sprawę wmieszał się pan wybrany na prezydenta, ale faktycznie z niej abdykujący przez kolejne akty łamania konstytucji, który zapowiedział gotowość mediacji, ale chodziło mu tylko o zaistnienie, bo oczywiście uznał działania rządzących za legalne na podstawie skłamanej informacji marszałka Sejmu.
Mało tego, tymczasem w sposób nielegalny powołał - w nocy - powolną partii rządzącej przewodniczącą Trybunału Konstytucyjnego, która z kolei w niezgodzie z prawem dopuściła do sądzenia nielegalnie wybranych członków Trybunału.  

sobota, 17 grudnia 2016

Tej fali protestu PiS już (chyba) nie zatrzyma

Rozpasanie polityków PiS-u w dziele ustawodawczego ograniczania praw i wolności obywateli oraz niszczenia pozycji Polski w świecie nabrało niebezpiecznych rozmiarów. Nie wystarczyło już obsadzanie wszystkich możliwych intratnych posad w biznesie i administracji publicznej przez Misiewiczów i ich szwagrów, szastanie publicznym groszem na lewo i prawo, krzywdzenia ludzi z powodu ich pracy w służbach mundurowych nawet po 1989 r., kosztownego dla finansów lokalnych i dla samej młodzieży zniszczenia systemu edukacji, trzeba było jeszcze ograniczyć możliwość protestowania przez obywateli przeciw tym działaniom oraz odciąć ich od informacji przez ograniczenie możliwości obserwowania poczynań rządzących przez dziennikarzy pod pretekstem ograniczenia liczebności dziennikarzy w gmachu Sejmu (Senatu pewnie też) i nękania przez nich parlamentarzystów. Miało to poprawić wizerunek parlamentarzystów, bo nie można by udokumentować np. obecności w parlamencie w stanie nadmiernego spożycia alkoholu i wynikających stąd nagannych zachowań. 
Nie są znane w szczegółach zapisy projektu postanowienia w sprawie obecności mediów w gmachu Sejmu, które miało być wprowadzona, ale z tego, co wiadomo, dawało ono możliwość selekcjonowania mediów uprawnionych do otrzymywania akredytacji oraz uniemożliwiała wgląd w okoliczności stanowienia prawa, podczas których dochodzi do działań karygodnych, jak uniemożliwianie zabierania głosu parlamentarzystom opozycji, głosowania "na cztery ręce" czy - jak to było widać ostatniej nocy - podpisywania przez posłów listy obecności już po zamknięciu posiedzenia izby.

Oznaczałoby to de facto monopol na informację dla mediów publicznych, które po roku rządów zostały do cna sprostytuowane oraz dla żywiących się kłamstwem i nienawiścią tzw. mediów niepokornych.
Demolując podstawy demokracji ekipa rządząca za nic miała narastającą falę protestów obywateli, organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji oraz powstające nowe ruchy obywatelskie. Odpowiedzią na protesty są próby dyskredytacji liderów opozycji oraz epitety na pograniczu tych pochodzących z arsenału propagandowego bolszewików oraz nazistów (element animalny), bo epitety typu "komuniści", "ubecy", "oderwane od koryta elity" to już codzienność. Cofnęła się tylko raz, gdy kobiety stanęły w obronie własnego zdrowia i życia. Prezes Kaczyński zapowiedział jednak, że trzeba czasem zrobić krok w tył, żeby potem zrobić dwa kroki wprzód, czyli jednak doprowadzić do całkowitego zakazu aborcji. I o ile mi wiadomo, te kroki, suflowane przez organizacje prolajfowe, są przygotowywane. Senat był gotów złagodzić zapisy ustawy o zgromadzeniach, ale większość sejmowa działająca pod dyktando Jarosława Kaczyńskiego, poprawki odrzuciła.
To wszystko wiodło do tego, co się wczoraj stało. Wystarczył kolejny akt odebrania głosu posłowi opozycji, żeby reakcją na nią stał się gwałtowny protest posłów opozycji. Oliwy do ognia dolał prezes PiS Kaczyński, który po swojemu posłużył się epitetami  i groźbami pod adresem opozycji. Jak należało się spodziewać, natychmiast zebrały się pod Sejmem tysiące manifestantów. I tu znów rozjątrzono opozycję przez użycie przemocy fizycznej przez policję. I to w sposób, który skrytykował minister spraw wewnętrznych Błaszczak, gdy użyto go wobec córki radnej PiS w Gdańsku.
Dziś, dzień po tych incydentach protest trwa nadal i wszystko wskazuje na to, że nie ustanie. KOD oraz partie demokratyczne zwołały wielotysięczną manifestację przed Pałacem Namiestnikowskim okazując wzburzenie pod adresem Andrzeja Dudy, który nie wypełnia należycie urzędu prezydenta. Oczywiście, prezydent na wszelki wypadek nie pojawił się w stolicy, czym potwierdził, że jest tylko marionetką w rękach Kaczyńskiego, a poza tym zwykłym tchórzem, nie mającym odwagi zmierzyć się z pokojowo manifestującymi obywatelami kraju, którzy przecież dali mu mandat do pełnienia urzędu.
Władza i podporządkowane jej media zachowują się jak każda władza, która czuje, że traci legitymizację. Na pasku kanału informacyjnego TVP tkwi informacja "Próba destabilizacji państwa", a premier rządu na uroczystości z udziałem Straży Pożarnej przemówiła w podobnym tonie, oskarżając opozycję o awanturnictwo. Brakło tylko słowa o warchołach.
Wydaje się, że władza swym zachowaniem wczoraj (kolejne akty łamania prawa, użycie sił policyjnych przeciw manifestantom) i dzisiaj (zamknięcie gmachu Sejmu przed mediami przy jednoczesnym wpuszczaniu doń ludzi z jakimiś tajemniczymi przepustkami) traci moralne prawo do sprawowania rządów, co ogłosili dziś liderzy partii opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej.  Manifestacja spod pałacu prezydenckiego przeszła pod gmach Sejmu i tymczasem stała się bardziej liczna, a liderzy opozycji zapowiadają, że dalsze protesty będą trwały aż do skutku. I nie przypuszczam, że za skutek uznane zostanie cofnięcie procedowania nad ograniczaniem wolności mediów i zgromadzeń, ani nawet odbycie lege artis debaty nad ustawą budżetową. Trwać będzie domaganie się podpisania przez rząd wszystkich postanowień Trybunału Konstytucyjnego (i ich wykonania, czyli cofnięcia antydemokratycznych ustaw), zaprzysiężenia legalnie wybranych sędziów i odwołania sędziów wybranych nielegalnie. A kto wie, czy głównym hasłem nie stanie się ogłoszenie nowych wyborów. Tym bardziej, że hasła takie dziś podczas manifestacji padały.
I tak oto Kaczyńskiemu udało się zjednoczyć całą opozycję demokratyczną. Otuchę dało mi wezwanie "prowokatora" wczorajszego casus belli, czyli próbującego zadać pytanie w debacie nad budżetem posła Michała Szczerby, żeby zabierający głos na mównicy podczas manifestacji nie informowali z jakiej są partii, bo od tej pory opozycja jest razem. Niestety, prowadzącemu wiec brakło refleksu i przedstawił następnego mówcę jako prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Widać jeszcze się z tym nie oswoił.

Zagraniczne media uważnie śledzą to, co od wczoraj dzieje się w Sejmie i na polskich ulicach. Zdjęcie z portalu Na temat.

niedziela, 4 grudnia 2016

PiS wymusza nieposłuszeństwo obywatelskie

Nieposłuszeństwo obywatelskie - z tego co przeczytałem w literaturze politologicznej i prawno-konstytucyjnej - polega na postępowaniu zgodnie ze standardami demokratycznymi czy też prawami obywatelskimi, w sytuacji, gdy są one przez organa państwa uniemożliwiane bądź to przez antydemokratyczne prawodawstwo, bądź przez utrudnianie go np. przez policję. Bądź też przez policję stosującą niedemokratyczne prawo.
A większość sejmowa takie właśnie prawo ustanowiła. Jeśli przejdzie ono przez Senat i zostanie podpisane zostanie przez osobę wybraną na prezydenta, władze państwowe i sprzymierzony z nimi Kościół, możliwość manifestacji organizowanych przez opozycję mogą ograniczyć aż do ich uniemożliwienia. A że tak się stanie to pewne. Wprawdzie rezydent Pałacu Namiestnikowskiego zapowiada, że się ustawie przyjrzy, bo jest za wolnością manifestacji, ale jest tylko kwestią liczby godzin, jaka upłynie od wpłynięcia ustawy na stół do złożenia pod nią podpisu.  Poprzednią ustawę, przekreślającą definitywnie sens istnienia Trybunału Konstytucyjnego, podpisał w dwie godziny. A zapowiadał przyjrzenie się. 

czwartek, 24 listopada 2016

O V Rzeczpospolitą

Któregoś dnia w Radiu TOK FM, którego słucham regularnie rano, ktoś z gości wyraził się o przyszłej erze post-PiS-owskiej jako o V Rzeczypospolitej. Przyznaję, że mi się ta nazwa spodobała. Z jednej strony przez skojarzenie z V Republiką, jak bywa nazywana współczesna Francja, z drugiej zaś przez odróżnienie od III i IV RP. Pierwsza z nich przegrała poniekąd na własne życzenie przez nadmierne zadufanie po latach sukcesów ekonomicznych, a za taki uważam zwłaszcza pokonanie światowego kryzysu finansowego niemal suchą nogą oraz rosnący po nim dochód narodowy brutto oraz umocnienie pozycji Polski w stosunkach międzynarodowych, co wyraziło się w nieprzywiązywaniu należnej wagi do sfery socjalnej, choć przecież zrobiono tu wiele oraz w zaniedbaniach w prowadzeniu kampanii prezydenckiej, co wywołało efekt domina i przełożyło się na słaby wynik w wyborach parlamentarnych. W rezultacie - nieistotne słusznie, czy nie - rządy koalicji PO-PSL okrzyknięte zostały jako rządy nieczułych na codzienne ludzkie problemy liberałów i taki jest dziś ich powszechny odbiór. O IV RP nie ma co pisać - jaki koń jest, każdy widzi.

wtorek, 8 listopada 2016

O potrzebie dyskusji (o i w Komitecie Obrony Demokracji)

Zdawałoby się, że w kwestii potrzeby dyskusji w różnych mniej lub bardziej zorganizowanych środowiskach, ruchach społecznych czy partiach nie ma wątpliwości. I dyskusje takie trwają nieustannie. 
I pewnie nie pisałbym w sprawach oczywistych, gdyby nie pewna dyskusja internetowa na marginesie wpisu Elizy Michalik na Twitterze, która każe zastanowić się nad sensownością przywództwa Mateusza Kijowskiego. Jedno zdanie, ale wynika zeń, że jest to przywództwo wydaje się zbyt układne, by nie rzec ugodowe,  jak na potrzeby chwili.
Moje parę zdań w tej sprawie, sprowadzające się do tezy, że za takim przywództwem poszły tysiące manifestantów w całym kraju i że wciąż realizowana jest przyjęta rok temu strategia ruchu, wskazuje na to, że przywództwo Mateusza Kijowskiego się sprawdza, opublikowałem na forum "Sympatycy Komitetu Obrony Demokracji na Facebooku" z przytoczeniem notatki z portalu "Na temat", gdzie przytoczone jest zdanie Elizy Michalik.

Mój wpis doczekał się kilkudziesięciu komentarzy. Jedni zgadzają się z tym, co piszę, a właściwie po prostu w obronie dotychczasowego przywództwa, inni opowiadają się po stronie dziennikarki.

piątek, 28 października 2016

Zatrzymać PiS

Manifestacje kobiet (i sekundujących im mężczyzn) uświadomiły mi, że dziś walka w obronie, a właściwie coraz bardziej już o przywrócenie demokracji, to walka z PiS-em, który demoluje demokrację, ład ekonomiczny, relacje społeczne i pozycję Polski w Europie i świecie. Jeśli się w jakiś sposób (demokratyczny) tej ekipy nie pozbawi większości w Sejmie (wtedy i Kukiz skoczy im do gardła), wandalizm będzie postępował i za kilka lat nie będzie co zbierać. Niezależność sądownictwa wisi już na włosku, na co nie pozwolą odważni sędziowie zrobią to wyposażenie w odpowiednie narzędzia już sterowani ręcznie prokuratorzy, i tylko czekać jak zabiorą się za organizacje pozarządowe i niezależne media.To, że budżet w przyszłym roku się sypnie jest pewne jak 2 x 2 = 4. I albo trzeba będzie wyraźnie podnieść podatki, albo liczyć się z powstaniem trudnej do zasypania dziury budżetowej, z wszystkimi jej społecznymi konsekwencjami.

wtorek, 25 października 2016

Beata, niestety, twój rząd obalą kobiety

To, niezbyt szczęśliwe (bo czemu niby niestety?), ale dobrze dające się skandować hasło, padało trzy tygodnie i wczoraj podczas marszu i wiecu we Wrocławiu. Sam je zresztą wraz z tysiącami (media szacują je na 4 do 8) manifestantami wykrzykiwałem w Rynku, z wiarą, że tak się stanie.
Oczywiście, atmosfera tłumu różni się od tej, gdy ten się rozchodzi. Wtedy nadchodzi refleksja nad realnością tego hasła. Przyznaję, że po "czarnym poniedziałku", nawet jeszcze przed posiedzeniem Sejmu, podczas którego Kaczyński zdecydował o zaprzestaniu procedowania projektu ustawy o zakazie aborcji, byłem większym optymistą i podobnie jak wielu komentatorów bieżących wydarzeń już widziałem koniec rządów PiS. Może nie bliski, ale jednak już dostrzegalny.
Im bliżej było wczorajszego "czarnego poniedziałku" tym bardziej nachodziły mnie obawy, że nie powtórzy on siły tego pierwszego. Ich źródłem było przypuszczenie, że wiele kobiet (i wspierających ich mężczyzn) zadowoliło się uchwałą Sejmu o wstrzymaniu prac i nie przestraszyła ich dostatecznie deklaracja Kaczyńskiego, że większość sejmowa jest zdecydowana zrobić wszystko, żeby kobiety rodziły nawet w sposób ewidentny uszkodzone płody. Pod kłamliwym pozorem, że nie można dopuścić do przerwania ciąży z powodów eugenicznych.