Dobiega rok od fatalnych dla Polski wyborów parlamentarnych, które pozwoliły na samodzielne rządy partii, która zdawałoby się pokazała już wszystko, na co ją stać w latach 2005-2007 i w rezultacie po dwóch latach doprowadziła do takiej mobilizacji Polaków, że w wyborach wzięła udział ponad połowa uprawnionych.
Okazało się, że wystarczyło osiem lat i rosnąca arogancja Platformy Obywatelskiej, żeby o tych dwóch latach zapomnieć. Nie można nie dodać, że tymczasem prawa wyborcze zyskały roczniki, które wcześniej nie interesowały się życiem publicznym i dały się uwieść jak nie obietnicom PiS, to populistycznym hasłom głoszonym przez agitatorów Pawła Kukiza o oddaniu Polski obywatelom. No i nie pierwszy błąd taktyczny Leszka Millera, który zupełnie stracił instynkt polityczny, w wyniku czego niespełna osiem procent głosów nie pozwoliło na wejście do Sejmu, gdzie SLD mogło mieć około 25 mandatów.
W rezultacie partia Kaczyńskiego uzyskawszy niespełna 38 procent głosów mogła samodzielnie stworzyć rząd i podejmując fatalne decyzje butnie powoływać się na werdykt suwerena. I ma do tego swego prezydenta, który okazał się bezwolną marionetką w ręku prezesa partii, który będąc zwykłym posłem faktycznie pełni funkcje premiera rządu i prezydenta państwa. W tych okolicznościach ilekroć słyszę, że prezydent lub premier podjął jakąś decyzję, nie potrafię powstrzymać się od śmiechu, Podszytego złością, bo są to na ogól decyzje fatalne dla Polski, jej obywateli i pozycji naszego państwa w świecie.
Okazało się, że wystarczyło osiem lat i rosnąca arogancja Platformy Obywatelskiej, żeby o tych dwóch latach zapomnieć. Nie można nie dodać, że tymczasem prawa wyborcze zyskały roczniki, które wcześniej nie interesowały się życiem publicznym i dały się uwieść jak nie obietnicom PiS, to populistycznym hasłom głoszonym przez agitatorów Pawła Kukiza o oddaniu Polski obywatelom. No i nie pierwszy błąd taktyczny Leszka Millera, który zupełnie stracił instynkt polityczny, w wyniku czego niespełna osiem procent głosów nie pozwoliło na wejście do Sejmu, gdzie SLD mogło mieć około 25 mandatów.
W rezultacie partia Kaczyńskiego uzyskawszy niespełna 38 procent głosów mogła samodzielnie stworzyć rząd i podejmując fatalne decyzje butnie powoływać się na werdykt suwerena. I ma do tego swego prezydenta, który okazał się bezwolną marionetką w ręku prezesa partii, który będąc zwykłym posłem faktycznie pełni funkcje premiera rządu i prezydenta państwa. W tych okolicznościach ilekroć słyszę, że prezydent lub premier podjął jakąś decyzję, nie potrafię powstrzymać się od śmiechu, Podszytego złością, bo są to na ogól decyzje fatalne dla Polski, jej obywateli i pozycji naszego państwa w świecie.